ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
zawód postaci
miejsce pracy
partner
triggery
In Los Angeles, everyone is a star
Czasy, czasy, czasy. Gdzie kamieniem nie rzucisz, ktoś się z kimś napieprza.

Max uporał się z kretem w firmie, który doprowadził go do ruskiego - za nimi nie przepadał, była to sprawa osobista. Rzeczony Friedman stracił matkę, żonę i po utracie fragmentów swego ciała stracił też część interesów. Ledwo wszystko zostało sfinalizowane, a na Bliskim Wschodzie postanowił się uaktywnić Hamas. Nici z urlopu, wypoczynku, trzeba było jechać do pracy.
Aktualnie od trzech dni Max, Lola i nie tak znowu mała ekipa stacjonowała w Jordanii, w rezerwacie Dana. Elewacja około 1000 metrów ponad poziomem morza, idealny widok na zachód, gdzie raz po raz śmigały rakiety i pociski. A wystarczyło pokonać kilkanaście, kilkadziesiąt metrów a liczne wąwozy, kaniony, rozpadliska chroniły przed wścibskim wzrokiem. Ręczna broń przeciwlotnicza i przeciwdronowa zapewniała dodatkowe bezpieczeństwo.
- Słuchaj Ahmed. - protekcjonalnie i z kpiną Max zwrócił się do jednego z oficerów Hamasu, który nie pasował do wizerunku stereotypowego bojownika. Miał na sobie proste bojówki i jakąś bluzę w kolorze khaki. Stylowe okulary i czapkę z daszkiem. Wyglądał jak jakiś prawnik na safari. - Nieopodal czeka transport stingerów i ładunków wybuchowych, więc dzwoń po swoich ludzi, aby dostarczyli tu swoją część interesu - ponaglił 'rozmówcę' Max. Nie interesowało go skąd Hamas ma pieniądze, pewnie narkotyki, może handel ludźmi.
- Lola - zawołał, ale wbrew logice zamiast czekać, aż jego posłuszna zabawka dobiegnie, ruszył w kierunku gdzie ją zostawił. Opuścił cień, jaki dawał nawis skalny, skierował się improwizowaną kamienną ścieżką kilka metrów w dół, do czegoś, co być może za kilka tysięcy lat będzie grotą. Za nim szło dwóch ludzi. W grocie na pewno tkwiły trzy młode dziewczyny. Całkiem ładne, nawet atrakcyjne. W mundurach izraelskich sił zbrojnych, mocno zabrudzonych, częściowo podartych. Nad ranem Max z nich zwyczajnie skorzystał, Lola mogła tylko obserwować.
- Zdążyłaś się już odegrać? - Lola bywała zazdrosna, a tymczasowo i tak nie mieli nic lepszego do roboty w oczekiwaniu na transport żywego towaru, którym - poza pokaźną ilością gotówki - islamiści mieli zamiar zapłacić za sprzęt, który dostarczał im Max. Max, który w skórzanej kurtce, zakurzonych jeansach i czarnych (obecnie również mocno zakurzonych) sportowych butach za kostkę wyglądał, jakby zamiast na kilkumilionowy interes wybrał się na przechadzkę po prerii.

Lola Blackaller
wiek:39 lat/a
wzrost:189 cm
dzielnica:bezdomny_a
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
zawód postaci
miejsce pracy
partner
tiggery
In Los Angeles, everyone is a star

Przestrzeń skalna, która w przyszłości ma szansę stać się uroczą jaskinią, była okupowana przez Lolę. Oraz trzy (a właściwie dwie) młode dziewczyny. Powinny być trzy, ale o ile Max się rozejrzał, mógł dostrzec tylko dwie. Nie tylko to było dość niepasującym elementem do całej otoczki. W tej surowej, zimnej przestrzeni, Lola zbudowała bazę. Jak małe dziecko, z koców, poduszek, kijów od miotły i karabinów. Te podtrzymywały dach, niekiedy były razem powiązane czy w inny, naiwny sposób tworzyły konstrukcję namiotu. Dość przestronnego, wyściełanego chyba perskim dywanem, kocami i poduchami. W środku musiała mieć swoje komputery, a nawet jakąś lampę lub latarkę, bo z wejścia zasłoniętego lnianą płachtą rzucały się smugi ciepłego, żółtego światła.

– Jestem tutaj! – zawołała i niemal wpadła na Maksa, gdy ten postanowił wyjść jej na przeciw. Zaśmiała się cicho, gdy niemal na niego wpadła, a potem zrobiła rawr, jak drapieżny tygrys.

– Odegrać? – zapytała zdziwiona, a potem obejrzała przez ramię, podążając za wzrokiem Maksa.

– Zaprzyjaźniłyśmy się. Prawda dziewczynki? – zapytała wesoło, a jedna z dziewcząt zaczęła łkać, z kneblem w ustach, a druga w przerażeniu kiwała głową. Żadna z nich nie miała chyba oznak tortur. Zero krwi, zero zadrapań. Jednak jedna z nich wciąż pozostawała poza zasięgiem wzroku.

– Ale właśnie miałam do Ciebie przybiec, bo mam pytanie. – zaczęła. Stała ze złączonymi w kostkach nogami, ręce za plecami. Zupełnie jak nieśmiała, mała dziewczynka. To tylko wzmagało, że miała jak zwykle włosy związane w dwa kucyki. Różowe gumki do włosów, niemal niewidoczne. Miała też przykrótki t-shirt i jeansowe szorty. Zakolanówki, z kilkoma przetarciami na kolanach od piasku i kamieni.

– Mój psychoterapeuta… – o ironio, jakiś czas temu Lola zapisała się na sesje psychoterapii. – Wymaga żebym na kolejną sesje przyprowadziła rodzica. Pójdziesz ze mną Papí? – zapytała, wykrzywiając usta w podkówkę. Bardzo teatralnie smutną, błagalną minę.

Max Born

wiek:27 lat/a
wzrost:173 cm
dzielnica:Compton
mów mi:Angelenos
brak multikont
Awatar użytkownika
zawód postaci
miejsce pracy
partner
triggery
In Los Angeles, everyone is a star
- Kiedy Ty to zbudowałaś? - z niejakim podziwem skinął w stronę bazy. Teraz właśnie sobie uświadomiłem, że mam zajebiste warunki do zbudowania bazy w nowym domu. Ona mogłaby być nawet dwuizbowa. Chyba znalazłem sobie zajęcie na jutrzejsze popołudnie! Wracając do Jordanii (wiem, temat dotyczy innego państwa, ale cii), w tym rezerwacie nie tkwili znowuż tak długo. Południe dawno minęło, oni owszem byli tutaj od późnego poranka ale i tak... Max był pod wrażeniem.
- A trzecia nie chciała się bawić? - liczyć do trzech potrafił. Widząc i słysząc reakcje uwięzionych zbliżył się do nich i przyjrzał, jakby chciał sprawdzić co może być z nimi nie tak i skąd takie przerażenie. Nic nie zauważył. Wrócił do Loli. Mógł się wyżyć o poranku, ale widok dziewczyny zawsze działał na niego pobudzająco. Jeansy były jednak świetnym kamuflażem. Złapał lewą dłonią prawą pierś dziewczyny i ścisnął - Psychoterapeuta? A co się stało z psychoterapeutką? - zapytał. Jednego razu odebrał Lolę, kazał jej czekać w aucie a sam się cofnął. Rudowłosa, z obfitym biustem. Cóż, pani psychoterapeutka potrafiła w terapie. Wbił palce w jej ciało przez materiał bluzki. - Co zrobiłaś z tą trzecią? Pamiętaj, że mamy je zostawić tym tutaj. Powinny być trzy... - Max bynajmniej nie krył się ze swoimi intencjami pośród jeńców, czy też branek. Ładne słowo. Lubię je. Żołnierki miały zwyczajnie w świecie przejebane, a jedyną sprawą do dyskusji było tylko to, czy lepiej było trafić do niewoli bojowników islamskich, którzy będą się mścić za dziesięciolecia ucisku czy pozostać jako obiekty zabaw posranego umysłu Loli. To był naprawdę trudny wybór.

Lola Blackaller
wiek:39 lat/a
wzrost:189 cm
dzielnica:bezdomny_a
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
zawód postaci
miejsce pracy
partner
tiggery
In Los Angeles, everyone is a star

Lola zdawała się być przyzwyczajona do niespodziewanego chwytu, wszelkiego rodzaju obmacywania ze strony Maksa. Gdy ściskał jej pierś, jej twarz pozostawała niemal niewzruszona. Wciąż dziewczęco pogodna, zerkała tylko w kierunkach tematu, który w danym momencie poruszał Maks. Jedyne co zdradzało jej zadowolenie - to czysto fizyczne reakcje jej działa. Lekkie drżenie, sutki sztywniejące pod naciskiem jego silnych, męskich dłoni. Widać je było coraz bardziej przez cienki Jersey zbyt krótkiej koszulki.

– Nie sprawdziła się. – zaprzeczyła.

– Poza tym niespodziewanie wyjechała. Nie zostawiła żadnego listu. – wzruszyła bezradnie ramionami, co mogło jasno wskazywać na podejrzany udział osób trzecich w tym nadzwyczaj niezapowiedzianym wyjeździe.

– Ale nowy terapeuta jest bardzo uroczy. Ma duże doświadczenie. – wyliczała.

– Trzecia? – wywróciła oczami.

– Wcale nie chciała się bawić! Była paskudna! – nadęła nieco wargi, jak mała dziewczynka niezadowolona z obrotu spraw. Pewnie gdyby nie Maks obmacujący jej biust, skrzyżowałaby ręce na klatce piersiowej i jeszcze tupnęła!

– Dobra, dobra. Zaraz ją odkopię. – wymamrotała. Westchnęła po tym ciężko i przez moment mógł obserwować jej zgrabne pośladki. ciasno opięte w jeansowych szortach. Zaglądała bowiem do środka swojej bazy, skąd wyciągnęła dziecięcą łopatkę i wiaderko. Były czerwone, a na wiaderku była naklejka żółtego motyla. Odetchnęła, po czym ruszyła w stronę, gdzie skała zmieniała się w piaszczyste podłoże. Odliczała głośno kroki, aż natrafiła na niewielką słomkę wystającą z podłoża.

– Dopiero co ją zakopałam. – pokręciła głową, ale dziecięcą łopatką zaczęła drżącyć. Żołnierz (bo żołnierka brzmi strasznie) leżała z ciasno zaklejonymi dłońmi i kostkami, miała knebel, ale w nim była dziura. Wetkniętą tam słomka musiała być jej jedynym źródłem tlenu, aż do czasu aż poddałaby się i zdecydowała powoli udusić.

– Widzisz? Nudziara straszna! – wskazała na dziewczynę, a potem zaczęła odkopywać też resztę jej ciała. Powiedzmy, że nie zakopała jej zbyt głęboko. Stąd dziecięce narzędzia.

Max Born

wiek:27 lat/a
wzrost:173 cm
dzielnica:Compton
mów mi:Angelenos
brak multikont
Awatar użytkownika
zawód postaci
miejsce pracy
partner
triggery
In Los Angeles, everyone is a star
- Ehe. Coś mi się wydaje, że jak uporamy się z tymi tutaj, terapeuta ruszy na poszukiwania koleżanki po fachu - prychnął Max. Lola była specyficzna, łagodnie mówiąc. Niemniej do tej pory jej wierność była niepodważalna i ani na moment nie dała mu powodu, by zaczął wątpić w to, że osłabło jej całkowite podporządkowanie i oddanie się jego osobie. Born daleki był jednak od kuszenia losu. W jakiejkolwiek kwestii.
- Odkopiesz?! - łatwo zrozumieć złość Maxa, bo uważał się za uczciwego - w pewnym sensie - handlarza. Skoro ustalili z kontrahentem takie a nie inne warunki, należało ich przestrzegać. W obecnej sytuacji pewnie dość łatwo byłoby wprowadzić aneks do umowy w postaci zmiany ilości żywego inwentarza, ale spowodowałoby to niepotrzebne zamieszanie i trudności. Jakby panujący w dolinie upał był niewystarczającym problemem - Coś ty z nią zrobiła? - w tym momencie nacisk wzrósł. Jeszcze chwila i gotów był Max wykręcić pierś Loli. Obyło się jednak bez tego. Dziewczyna odeszła, on przewrócił oczami na widok akcesoriów górniczych. Próbował obliczyć ile czasu jej zajęło wykopanie dołu tym sprzętem, ale patrząc na dłonie skutych żołnierek, pewnie pomagały gołymi palcami. Ustawił się w pobliżu, obserwował. Co jakiś czas podkładał dziewczynie nogę gdy zmieniała miejsce, nie omieszkał też stać na tyle blisko, by zarówno nogawki jego spodni jak i buty pokryły się jeszcze grubszą warstwą pyłu i kurzu.
- Świetnie. Koledzy z brodami lubią kozy, ale czy zechcą pieprzyć zwłoki, tego nie wiem - stwierdził tylko klepiąc dziewczynę po głowie w geście pochwalnym.
Loli wiele już nie zostało, gdy w zacienionej części wąwozu pojawiło się wcześniejszy rozmówca Maxa w towarzystwie jakiegoś człowieka - po stanie jego stroju widać było, że pokonał długą drogę przez pustynne tereny. Rozmawiali między sobą w jakiejś odmianie arabskiego języka, którego niestety Max nie kojarzył. W końcu, w angielskim-wspólnym, przemówił "gospodarz", zapraszając na okazanie towaru. Max ruszył zostawiając Lole, gdy po pokonaniu kilkunastu metrów gwizdnął jak na psa. - Panienki są wasze - rzucił tylko.
Pokonali może 200, 300 metrów idąc dalej w dół. Dotarli do miejsca, gdzie stały trzy wojskowe ciężarówki. Sześciu uzbrojonych ludzi próbowało zorganizować ponad dwudziestkę jeńców. Były tam głównie kobiety, ale gdy tylko Max im się bliżej przyjrzał zaklął szpetnie.
- Co to kurwa ma być?! - dodał po chwili wskazując ręką na nowo przybyłych - Połowa jest stara, grubo po czterdziestce. Młodsze, jakimś cudem, są grube i okaleczone. Te dwie nie mają po nodze, któraś jest bez ręki. Z tego łajna, co mi tutaj przywiozłeś... może sześć nada się na cokolwiek innego niż narządy - warknął, ale arab pozostawał niezruszony. Tłumaczył, że podróż długa, że to uchodźcy ze strefy konfliktu. A na wojnie jak na wojnie, są ofiary.
- Tak? To zobaczymy jak będziecie strzelać połową zamówionego towaru - syknął - Lola, sprawdź no te co najbardziej się drą i są najmniej przydatne i wyeliminuj ze dwie - nakazał splatając ręce na piersi - Chyba, że macie więcej gotówki? - rzucił jeszcze, a pan arab zaczął żywo dyskutować z kolegami.

Lola Blackaller
wiek:39 lat/a
wzrost:189 cm
dzielnica:bezdomny_a
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
zawód postaci
miejsce pracy
partner
tiggery
In Los Angeles, everyone is a star

– Najwyżej opchniemy je w Chinach? – zapytała, unosząc lekko brwi.

– Ciekawostka! – podniosła palec wskazujący.

– W Chinach istnieje przesąd, że podniesienie znalezionych pieniędzy przynosi pecha. Dlaczego? Bo dawniej była to pułapka zastawiona przez rodziców, którym zmarło dziecko. – wyjaśniła zaraz, że osoba, sięgająca po znalezione pieniądze automatycznie przyjmowała zaręczyny z nieboszczykiem. Rodzina usilnie próbowała wydać za maż lub ożenić zmarłą pociechę, by ta mogła zaznać pełnię szczęścia po śmierci. Interesujący sposób chroniący przed sięganiem po cudzą własność.

Dziewczyna nuciła coś pod nosem, gdy wszyscy razem - niczym liczna, szczęśliwa, patchworkowa rodzina - kierowali się w dół skalistego korytarza. Maks zajął się negocjacjami, przeplatanymi small talkiem i oglądaniem towaru. Przez pewien czas Lola, z lekko przechyloną w bok głową, przyglądała się zakurzonym nogawkom i butom mężczyzny. W jednym uchu miała różową słuchawkę, z której dobiegały jakieś zabawne, stare hity Britney Spears. Czasami nawet wyrywały jej się poszczególne słowa z piosenek “Toxic” czy “Oops I did it again”. W końcu jednak, usiadła przy nogach Maksa, wyciągając ze swojej małej, cekinowej torebki wilgotne chusteczki. Warto wspomnień, że jej maleńka torba to mikro wersja Baguette, Fendi, wyszytej przeźroczystymi, różowymi cekinami. Niemniej, Lola nie bacząc na nic, zaczęła wycierać dokładnie jego sportowe buty. On spokojnie prowadził rozmowę, gdy ona cicho nucąc, pucowała jego obuwie.

Przemoc, sceny brutalne, morderstwo

Obróciła się, słysząc polecenie Maksa. Skupiła wzrok na dziewczynach i kobietach, których jedynym mianownikiem wspólnym była płeć. Różniły się budową, kształtem, wiekiem, przebiegiem. Niektóre miały skórę pomarszczoną od słońca, inne gładką, choć naznaczoną licznymi piegami. Można było znaleźć kręcone i proste włosy, od przenikającej czerni, przez ciemne brązy, aż po kasztanowe refleksy. Szybko znalazła jakieś dwie, wyjątkowo jęczące, krzyczące w nieznanym jej języku. W podskokach podeszła do swojej dużej torby podróżnej, z której teatralnie wyciągnęła wyjątkowo duży pistolet. Musiał być ciężki, co podkreśliła przerysowanym - niemal jak klaun - sposobem wyciągania broni. Chwyciła ją w dwie dłonie, po czym rozległy się krzyki wśród przetrzymywanych kobiet. Dwa strzały, huki. Kaliber był dość duży, co tylko doprowadziło do dwóch ważnych skutków: pierwszym był odrzut. Lola aż śmiała się w głos, gdy za drugim strzałem odrzut był na tyle silny, że podskoczyła i niemal kłapnęła na tyłek. Drugi efekt: rozbryzg. Krew, a zapewne też zawartość miękkiej tkanki mózgu ozdobiła ścianę ciężarówki. Nawet Lola miała na twarzy parę gęstych kropel krwi zmieszanych z płynem wypełniającym czaszkę. Parę kobiet odskoczyło na boku, ale ich ubrania i twarz rownież padły ofiarą nowej wersji Jacksona Pollocka.

Max Born
komentarz od: Maddox Farrow
Dodawajcie w spoiler czego się mniej więcej spodziewać, dzięki
wiek:27 lat/a
wzrost:173 cm
dzielnica:Compton
mów mi:Angelenos
brak multikont
ODPOWIEDZ

Wróć do „podróże”