Awatar użytkownika
Księgowy/fotograf z zamiłowania
Prywatna firma ojca Los Albegos
Myo Sangwook
Gwałtów/ hardcorowych fetyszy
Just like fire
Lewisowi też nie było łatwo. Czuł się jak ostatnia menda pozostawiając chorego Myo samotnie w domu. Powinien przy nim być, a zamiast tego musiał wrócić do pracy. Drugiego urlopu na ładne oczy nie dostanie, ale na całe szczęście ojciec poszedł mu na rękę. Nie było to oczywiscie rozwiazanie idealne, niemniej lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.
- O patrzcie, hrabia rudorzyć zaszczycił nas swoją obecnością. Co pewnie głodny jestes?
Zapytał futrzaka, drapiąc go za uchem.
Coś mu średnio Spark pilnował Myo, kot stróżujący z niego żaden. Oj będzie musiał wysłać pupila na koci trening, bo coś mu się tutaj za bardzo rozleniwił.
Westchnął cicho, obejmując chłopaka w pasie. Krytycznym okiem rozglądnął się po pomieszczeniu. Walające się wszędzie tampony wyjęte z foli leżały dookoła tworząc artystyczny nieład. W myślach zanotował żeby kupić paczkę, jeśli zapomni to Majka wsadzi mu jeden z tych "kobiecych wynalazków" w bardzo nieprzystosowane do tego miejsce gdzie kończą się plecy, a zaczyna część ciała o mniej szlachetnej nazwie.
-Zawsze, chyba że sam nakażesz mi spadać...to wtedy wleze oknem zamiast drzwiami.
Odparł. Posadził go na krześle. Podszedł do zlewu, nalewając zimnej wody do dwóch szklanek.. Postawił jedną na stole przed Myo, głaskając go delikatnie po włosach.
-Zdolny.....tylko ja teraz będę musiać bawić się w grabarza, który będzie chować waciane, rozlazłe duchy.
Zażartowa. Uniósł swoją szklankę do ust, biorąc sporego łyka. Leciał jak czarownica na miotle, co by tylko szybciej dojechać do domu. Spragniony był jak jasna cholera.
-Ponieważ to ty narozrabiałeś. Zamiast soku wypiłeś ponad pół butelki luksusowego wina wiesz? Chociaż to akurat moja wina, bo zostawiłem je na szafce obok innych butelek jak ostatni cymbał....
Wyjaśnił, biorąc kolejny spory łyk. Na następne słowa chłopaka aż zakrztusił sie wodą. Parskal i kaszlał na przemian, ścierając płynące mu po twarzy łzy. Oparł się o stół, odstawiając szklankę na blat.
-Ty masz słuch jak nietoperz przysięgam....
Mruknął. Postanowił jednak nie kłamać, a wziąść odpowiedzialność na klatę jak mężczyzna powinien.
-Owszem robiłem sobie dobrze tylko, że nie do pornola, a do myśli o tobie. Nie zniżył bym się do oglądania nagich mężczyzn, kiedy mam ciebie jako partnera wiesz? Obiecałem dać ci czas i przestrzeń prawda? Nie twierdzę, iż jest to łatwe, ale kocham cię. Będę czekał tyle ile potrzeba, od czasu do czasu jednak możesz usłyszeć coś podobnego, co miałeś okazję podsłuchać zeszłego wieczoru.
Oznajmił, czerwieniąc się na twarzy jak dorodny pomidor. Na wszelki wypadek wziął jego dłonie w swoje, układając je na szerokiej piersi.
-Chodź Myo lepiej żebyśmy położyli cię do łóżka. Jak się czujesz? Nie jest ci niedobrze?
Zapytał troskliwie. Nie umiał się na nigo złościć, nie kiedy ten wyglądał tak słodko!
wiek:26 lat/a
wzrost:187 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
Student/Instagram Model
Dom/Plener
Lewiś Darewood
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja , pamiętaj o tym.
The sharp thorn often produces delicate roses.
A tam, Myo nie był dzieckiem. On rozumiał, że Lewis ciężko pracował, głównie też i po to, żeby i on miał bezpieczny dach nad głową, a i też co jeść. Chociaż, pieniądze, jakie Myo dostawał chociażby od mamy też dzielił, tak, aby i Lewis nie musiał się dokładać do wszystkiego.

Rudzielec z wąsami tylko spojrzał wymownie na Lewisa pozwalając mu, łaskawie drapać go za uchem. Poza tym, nie zamierzał wzbraniać się przed pieszczotami, skoro dawano je za darmo i to jeszcze bez proszenia się!
A kotem stróżującym był wspaniałym, bo przecież idealnie “polował” na wspomniane przez Myo “duchy”. Noż to była klasa sama w sobie, czyż nie?

-Nie będę ci kazał spadać!-Myo zacisnął dłonie w pięści.-No dobra…może jak mnie zdenerwujesz, ale to tylko tak na chwilę!--oznajmił, dając się prowadzić do kuchni, ale nadal fukał jak rozzłoszczony kotek.-Ale od kiedy trzeba robić pochówek duchom?-zapytał zaskoczony, przekrzywiając lekko głowę w prawą stronę.-Przecież duchy się wydostaną spod ziemi!-dał się usadzić, ale zaczął gestykulować rękami.-Przelecą przez ziemię i wszystko inne!-wyglądał tak, jakby się tym naprawdę zmartwił, że “duchy” pouciekają.-Wiesz, lepiej będzie złapać je do szklanego pojemnika, albo tak jak to robili Pogromcy Duchów!-dodał zachwycony z pomysłu, a rumieńce od alkoholu stawały się coraz intensywniejsze.-I czemu nazywasz je rozlazłymi? Duchy są niebezpieczne, a nie rozlazłe. Powinieneś się cieszyć, że zrobiłem z nimi porządek, Spark również.-zamlaskał zadowolony z siebie.-Ja? Ja nigdy nie rozrabiam, o co ty mnie posądzasz?-zmarszczył brwi i nos w ten zabawny sposób.-Ej…nie piłem żadnego luksusowego wina! Wiem co piłem! Sok i tylko i wyłącznie sok! Nie wciskaj mi tu kitu, bo ten to sobie między szyby możesz wsadzić, panie Darewood...Albo…ty może chciałeś mnie upić, co? Tylko pytanie po co?-zmrużył oczy, myśląc intensywnie i czekając przy okazji na odpowiedź związaną z tym, co słyszał przypadkiem.-A owszem mam, żebym słyszał wszystko bardzo dokładnie, zwłaszcza, kiedy bałaganisz i czynisz coś niedobrego.-dodał dumnie zadzierając zasmarkany nos ku górze.-Dlaczego ty mi mówisz otwarcie o takich rzeczach imbecylu!-pięściami zaczął okładać, ale delikatnie Lewisa, kiedy ten przyznał mu się co robił niegrzecznego.

Twarz Myo nabrała bardzo intensywnego, czerwonego koloru.
-Zboczeniec…-mimo, że nic nie widział, oczy chłopaka uciekały na wszystkie możliwe strony.-...paskudny zboczeniec!-zakrył twarz dłońmi.-...-coś chciał powiedzieć, ale zamilkł na moment, bo musiał sobie coś poukładać.
A to, szło powoli w jego stanie.
-Naprawdę, tak bardzo mnie kochasz?-opuścił dłonie w dół, kładąc je na udach.
Zacisnął mocniej uścisk na materiale.
-I naprawdę…tak na ciebie działam?-dopytał.-Bo wiesz, ty na mnie też działasz na mnie…dość mocno…i wczoraj jak ciebie nie było to ja też…-zaczął bawić się palcami, ale po chwili Lewis trzymał już jego dłonie i przykładał do klatki piersiowej.-...-nic nie powiedział, kiedy Lewis wszedł mu w słowo, tylko wyciągnął ręce, objął w pasie na tyle ile mógł, po czym przytulił się czule.
Najczulej jak potrafił, tak jakby mu Lewis zaraz miał zniknąć. Myo bardzo tęsknił za swoim Rudzielcem, co było dość widoczne. Może po alkoholu bardziej, ale to jak zacisnął uścisk na ubraniu Lewisa, jak się wtulał mówiło samo za siebie.
-Nie chcę do łóżka! Chcę do ciebie!-krzyknął tym lekko zachrypniętym głosem, nie chcąc puszczać Lewisa ani na chwilę.

No ciężko było się gniewać na Myo, bo to był słodziak, ale po alkoholu to już w ogóle wchodził w tryb mega słodziaka, czyż nie?

Lewis Darewood
wiek:22 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Księgowy/fotograf z zamiłowania
Prywatna firma ojca Los Albegos
Myo Sangwook
Gwałtów/ hardcorowych fetyszy
Just like fire
Dlatego Lewis tak bardzo starał się wynagrodzić mu tę nieobecność. Głupio mu było, ale wielkiego wyboru nie miał. Zwyczajnie chciał o niego dbać jak powinien, choć czasami robił coś na opak. Zresztą praca była ważna, ale nie najważniejsza.
Na samym początku zaparł się, odmawiając wzięcia pieniędzy. Niestety nie docenił charakterku Myo, przez dobre kilka dni się do nigo nie odzywał, toteż nie było innej opcji jak kapitulacja. Musiał schować dumę do kieszeni, pozwalając chłopakowi na samodzielne decydowanie oraz możliwość dokładania do domowego budżetu.
Spark owszem był przytulaśny, ale kot stróżujący z nigo był marny. Lewis czasami na głos żartował, że wymieni go na terriera albo yorka, bo ten nie robi nic poza jedzeniem, spaniem i nicponiowaniem.
-Ja to was obu powinienem w słoiku zamknąć za to polowanie. Kto to widział żeby facet obrzucał się z kocurem babskimi tamponami? A pochówek to trzeba zrobić, bo jak Majka zobaczy ten nieboski widok, to mi je wsadzi w d.....No wiesz gdzie.
Zreflektował się natychmiast, powstrzymywujqc się od wypowiedzenia niecenzuralnego słowa.
Uniósł rudą brew, w myślach licząc do dziesięciu. No weź ty się człowieku z pijanym wykłócaj.
-Kiedy to właśnie smakuje jak sok....No prawie. Zdecydowanie wypiłeś połowę butelki wina Myo i to z mojej winy. To ja ją tam zostawiłem, więc nie mogę się o to złościć...
Ucałował obie dłonie po raz drugi, uśmiechając się niepewnie. Cóż nie tylko on jeden się teraz czerwienił. Przełknął głośno ślinę, przygarniając chłopaka do siebie.
-Naprawdę.....nie umiem myśleć o niczym innym poza tobą.....Nawet w pracy co rusz rozpamiętuje każdy, spędzony z tbą moment.
A trzeba tutaj dodać, że Lewis czasami był niczym komputer, nikt nie był w stanie przerwać mu wykonywanej czynności, o przeszkadzaniu w obliczeniach nie wspominając.
Nie odpowiedział, zarumienił się jeszcze bardziej, chowajac twarz w jego włosach.
Serce poczęło walić mu w piersi, a dłonie trząść się. Właśnie dotarło do niego, że Myo czuje dokładnie to samo co on.
-Myo....przytul mnie...
Poprosił cicho, samemu obejmując go ramionami. Był taki szczęśliwy, że po policzkach poczęły toczyć się łzy szczęścia.
wiek:26 lat/a
wzrost:187 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
Student/Instagram Model
Dom/Plener
Lewiś Darewood
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja , pamiętaj o tym.
The sharp thorn often produces delicate roses.
Ależ Myo doceniał to, że po powrocie, ilekroć Lewis musiał wyjść do pracy lub na zakupy ten wynagradzał mu to wszystko. Trochę tego chłopak nie rozumiał, bo przecież to było jego obowiązkiem, praca, robienie zakupów, a i do znajomych też musiał przecież wyjść od czasu do czasu. Nawet kiedy już byli teraz razem, oficjalnie jako para. Myo bowiem, nie chciał ograniczać ukochanego, ba chciał poznawać jego świat cały czas, a że przy tym czasami nabroił, lub wręcz przeciwnie, zrobił coś słodkiego to inna sprawa!

-Ale jak to tak, w słoiku?!-zacisnął uścisk na materiale ubrania ukochanego.-Nas nie wolno zamykać w słoikach! Nie rób tego Lewiś! proszę!-zawołał wręcz piskliwym głosikiem.-Proszę! Będę grzeczny obiecuję!-wtulił się bardzo mocno w Lewisa, tak, że już bardziej się nie dało.
Zaś rudy koci gałgan tylko stał i patrzył, prostując się jak to na pana i władcę tego przybytku przystało.

-Ale jakie babskie tampony? To były duchy! Uwierz mi! Paskudne złe duchy, które mogły cię zabrać!-szarpnął materiał koszuli Lewisa.-Kochanie, nie dam tobie nic wsadzić w tyłek! Tak nie wolno! Majka ma swojego faceta, a od mojego niech się trzyma z daleka! -no i znowu przytulanie do Rudego pełną parą.
Ba, chłopak nawet kilka łez uronił.
-Jesteś mój! Nie oddam cię nikomu!-no dokładnie tak, weź tu się z pijanym wykłócaj co robi za słodką, niewinną kulkę i aż się prosi, by przytulać ile wlezie.-Mój…Lewiś jesteś tylko mój, prawda?-otarł się policzkiem o materiał ubrania Lewisa.-Kocham cię…-wymruczał.-Nie prawda! Nic nie piłem!-nadął policzki.-Nie jesteś niczemu winien no…Lewiś…-sięgnął dłońmi do policzków Lewisa, aby sprawdzić jaki ma wyraz twarzy.-Nie ma tu żadnej twojej winy i oh?-jego policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone, podobnie jak i zasmarkany nosek.-Naprawdę?-był zaskoczony, bo przecież Lewis zawsze myślał o pracy, a tu takie wyznanie.-Ale, ale…ty musisz pracować, a nie myśleć o mnie! Co jak dostaniesz po głowie, bo nie zrobiłeś jakieś zadania, albo się pomyliłeś w cyfrach?-Myo się zmartwił, chociaż to bardziej wyglądało na słodki atak paniki.-Już przytulam!-odparł przytulając Lewisa tak jak ten lubił.

Dzięki temu, Rudzielec mógł ukryć nos w zgięciu szyi Myo, a on bez problemu głaskał te ognistego koloru włosy.
-Czemu się trzęsiesz?-zapytał, czując jak ukochany drży.-Ja jestem tutaj i cię nie zostawię! Nawet obroniłem nasze mieszkanie przed duchami, więc jesteś bezpieczny! Pamiętaj, że obiecałem cię chronić i chronię! -taki był szczęśliwy, a do tego opiekuńczy względem Lewisa.-Jestem tutaj Lewiś, jestem!-przytulił Lewisa na tyle, na ile było to możliwe, ale puszczać go nie zamierzał.
Co to, to nie! Teraz była pora na tulańsko tego cudownego Rudego Łobuza, któremu Myo tak łatwo oddał swoje zranione serduszko.

Myo wplótł palce we włosy Rudzielca i zaczął go delikatnie, z uczuciem głaskać. Chłopak był przy tym bardzo delikatny, a jaki czuły w dodatku! A to, co potem zrobił, było chyba najsłodszą rzeczą jaką uczynił. Odsunął głowę Rudego, po czym odnalazł dłońmi jego nos. Po chwili, już swoim ocierał o ten Lewisowy. A jak się przy tym pijany Myo uśmiechał! To dopiero był widok!
-Kocham cię.-ucałował Lewisa w czoło i ponownie przytulił.-Mój Lewiś…tylko mój.-nie ma co, alkohol dodał Myo odwagi, ale słodkości jeszcze więcej.
Prawda?

Lewis Darewood
wiek:22 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Księgowy/fotograf z zamiłowania
Prywatna firma ojca Los Albegos
Myo Sangwook
Gwałtów/ hardcorowych fetyszy
Just like fire
Tak, to był jego obowiązek. Myo jednak musiał pamietać, iż sam wziął go na swoje barki. Poresztą jak chłopak miał robić sprawunki w markecie w pojedynkę? Przez internet nie był większego problemu, ale Lewis w życiu nie puściłby go do tak zatłoczonego miejsca samego. Zamiast tego większe zakupy robili razem, ot raz na tydzień. Mężczyzna bowiem chciał dać mu normalność, z jakiej został ograbiony z chwilą utraty wzroku. To był nawet całkiem przyjemny widok kiedy rudowłosy pchał wózek, jednocześnie obejmując Muo asekuracyjnie ramieniem.
Do znajomych też wychodził, aczkolwiek starał się zabierać chłopaka jak najcześciej się dało, w końcu teraz to byli też jego znajomi prawda? Nikt nie miał mu tego za złe, ba często zostawał nagradzany zabawnymi komentarzami na temat swojej opiekuńczej natury. Szkoda, że Myo nie mógł zobaczyć tych czerwonych rumieńców po same czubki uszu.
-Nie wolno mówisz? Hmm....
Na bezczelnego udawał, że zastanawia się nad pomysłem.
Zamknąć to by i zamknął, ale w całkowicie innym, o wiele przyjemniejszym miejscu.
Przytulił go mocno, gładząc po szczupłych plecach. Zerknął na kota, potem na walające się wszędzie tampony.
Nie zdążył odpowiedzieć, bo trajkoczący Myo zdążył go wyprzedzić, oznajmiając wszem i wobec co myśli na temat wsadzania czegokolwiek w jego jakże szlachetne miejsce.
Ryknął śmiechem, trząsąc się przez dobrą chwilę. On naprawdę miał pomysły nie z tej ziemi pod wpływem alkoholu.
-Kochanie to była taka metafora. Ja się nigdzie nie wybieram, jestem cały twój.
Odpowiedział natychmiast, przygarniając go mocniej. Zaczął powoli kołysać w ramionach, pozwalając aby ten ocierał się jak wygłodniały pieszczot kocur.
-Mmmm....Myo kochanie to tylko praca. Jak się pomylę, to poprawie.
Nadstawił mu się bezczelnie do przytulania i głaskania, bo z tego wielkoluda był jeszcze większy pieszczoch niż Spark.
Przymknal powieki, delektując się najmniejszym nawet dotykiem. Uśmiechnął sie szeroko, czując jak Myo ociera się swoim nosem o jego. Różnica we wzroście miedzy nimi nie była jakaś kolosalna, ale Lewis musiał się lekko pochylić żeby temu byko łatwiej smierć go po twarzy.
-Ja ciebie też kocham......i dziękuję, że jesteś moj dzielny bohaterze.
Mruknął czule, odwzajemniając delikatny, słodki pocałunek.
Przejechał ustami po jego wargach, zanurzając nos w zagięciu szyi ukochanego.
-Co powiesz na bezwstydne spędzenie dniu w łożku razem z przekąskami? Obiecuje, oż nie będę marudzić o walające się wszędzie okruchy.
Chciał go zwyczajnie mieć blisko przy sobie. Nie było w tym nic złego, bo Lewis uwielbiał leniuchować w jego towarzystwie.

@myo Sangwoook
wiek:26 lat/a
wzrost:187 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
Student/Instagram Model
Dom/Plener
Lewiś Darewood
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja , pamiętaj o tym.
The sharp thorn often produces delicate roses.
-Nie wolno!-przytulał się mocniej do ukochanego.-Nie wolno mnie zamykać w słoiku!-uniósł głowę ku górze, robiąc przy tym smutną minkę.-Nie zamykaj mnie w słoiku, proszę.-on naprawdę się wystraszył, że Lewis zamknie go w słoiku.
Taki to był głupol pod wpływem alkoholu, a jeszcze jakie miał iście genialne pomysły! Nic dziwnego, że Lewis zaczął się śmiać.

Myo poruszał tym zapchanym nosem i sprawiał wrażenie, jakby się zaraz miał rozpłakać.
-Nie śmiej się ze mnie! Nie śmiej! Ja naprawdę nie chcę byś mnie zamykał w słoiku!-zaczął okładać ukochanego pięściami, ale zamiast być groźnym, był jeszcze bardziej słodkim łobuzem niż bez dodatku alkoholu.

-Na pewno?-zapytał ocierając łzy rękawami odubrania.-Serce mi pęknie, jeśli mnie zostawisz i nie będę mógł cię już kochać. Dlatego nie zostawiaj mnie, proszę…proszę.-wcisnął policzek najmocniej jak się dało w ubranie ukochanego.-Ale musisz dobrze pracować, żeby cię nikt nie pokrzyczał!-objął Lewisa w pasie, na tyle, na ile było to możliwe.-Dzielny bohaterze?-on nie rozumiał, co Rudzielec miał na myśli, ale to było takie miłe.

Nic dziwnego, że znowu go przytulił, tak aby skrywał nos w zgięciu jego szyi i mógł drapać po karku. Rudzik był jego, tylko i wyłącznie i chociaż był pijany, tak coraz bardziej zakochiwał się w swoim Rudzielcu, który okazał mu tyle cierpliwości i serca.


-N…naprawdę?-odsunął się nieco od Lewisa, ale nadal trzymał poły jego ubrań zaciskając pięści.-Chcesz się wylegiwać ze mną w łóżku?-bawił się materiałem od koszuli Lewisa.-A mogę się przytulić i słuchać bicia twojego serca?-zapytał, robiąc się bardziej czerwonym na twarzy.
Tak, że nawet choróbsko nie było w stanie tego ukryć!

I znowu przytulił się do Rudzielca, uśmiechając się przy tym.

Kocisko natomiast nadal tylko patrzyło, bo przecież było kotem obronnym czyż nie?

Lewis Darewood
wiek:22 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Księgowy/fotograf z zamiłowania
Prywatna firma ojca Los Albegos
Myo Sangwook
Gwałtów/ hardcorowych fetyszy
Just like fire
I cóż było poradzić? Złapał tego małego buntownika za dłonie, delikatnie układając je na swoim torsie. Spojrzał na Myo z miłością w oczach, wzdychajac cicho.
-Skoro nie wolno, to nie będziemy zamykać, masz moje słowo.
Zaznaczył, tak aby ten miał pewność, że Lewis tego nie zrobi.
Swoją drogą chłopak był naprawd słodki. Wielka szkoda, iż jutro będzie marudny ze względu na kaca i ból głowy, chociaż taki też mu się podobał.
Cmoknął każdą z dłoni, niejako obejmując się jego ramionami w pasie,
Przez dobrą chwilę nic nie mówił, obserwując chłopaka. Kołysał się przy tym delikatnie na boki, pozwalając żeby ten przytulał się ile wlezie.
Dużo zmieniło się od czasu gdy go poznał, ale musiało upłynąć sporo wody w rzece nim ten jako tako zdoła uporać się demonami przeszłości. Nie żeby rudzielec nie miał swoich zmartwień, niemniej z ich dwójki to on był bardziej "stabilny". Nie było w tym nic złego, kochał chłopaka, miał zamiar mu pomóc, być jego wsparciem oraz światełkiem kiedy zajdzie taka potrzeba,
-Nikt na mnie nie będzie krzyczał. Po prostu poprawię to co potrzeba i tyle. Pamiętaj proszę- jesteśmy tylko ludźmi i każdemu wolno się pomylić.
Pogłaskał szczupłe plecy chłopaka, dając mu całusa w czoło.
-Nigdy cię nie zostawię....i tak, chętnie poleniuchuje z tobą w cieplej pościeli. Idziemy?Pozwolę ci robić co tylko zechcesz, nawet zostanę twoją tymczasową poduszką.
Zaczął prowadzić Myo powoli w kierunku sypialni, przekąski i całą resztę zabierze potem.
Zakupami też zajmie się zdecydowanie później, nie było tam nic co wymagało natychmiastowego włożenia do lodówki.
-Spark chodź tutaj....kici kici...przyda się nam dodatkowy, mruczący grzejniczek.
Zażartował, wołając kociego towarzysza. Przytulił chłopaka do swojego boku, ruszając w stronę sypialni.

@Myo Sangwook
wiek:26 lat/a
wzrost:187 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
Student/Instagram Model
Dom/Plener
Lewiś Darewood
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja , pamiętaj o tym.
The sharp thorn often produces delicate roses.
Pozwolił, aby Lewis ujął jego dłonie, a potem oparł o swoją klatkę piersiową. Myo poruszał palcami, aby zbadać, skrytą pod materiałem fakturę mięśni. Zarumienił się nieco mocniej, jakby bardziej, kiedy przypomniał sobie jak tej jednej nocy poddał się pieszczotom ze strony ukochanego Rudzielca.

-Dajesz słowo, że nie zamkniesz mnie w słoiku?- nie przestawał ruszać palcami, ba zaczął nimi stukać.- Oh?- zdziwił się, gdy jego dłonie zostały ucałowane.
Co ten jego Rudzielec wyprawiał? Jak tylko miał możliwość dalszego przytulania się to korzystał i to ile wlezie! A jeszcze to kołysanie się na boki.
Jak mu było dobrze w ramionach Lewisa! Dobrze zrobił, że odważył się wyznać swoje uczucia. Dzięki temu miał komu oddać to swoje poranione serduszko. A to zostało przyjęte z otwartymi ramionami.

-Ale nie popełniaj błędów w pracy! - podniósł głowę do góry, robiąc zmartwioną minkę.- Lewiś, nie wolno z mojego powodu popełniać błędów w pracy, bo twój tata będzie zły na ciebie. i co wtedy? - wyciągnął dłonie, aby dotknąć jego policzków.
Dłonie miał tak ciepłe, wręcz gorące.
- Proszę Lewiś, ja nie chcę by ktoś był na ciebie zły, bo myślałeś o mnie i robiłeś błędy.- poprosił tym słodkim głosikiem. -Proszę, Lewiś.- i ponownie przylgnął policzkiem do klatki piersiowej ukochanego.- Mrmrmrmr. - zamruczał, gdy został ucałowany w czoło, a oczy chociaż nie widział zaszły lekko mgiełką.- Yhym. - pokiwał głową, bo on lubił leniuchować z lewisem w łóżku. - Ale ty nie jesteś moją tymczasową poduszką! - obruszył się marszcząc ten swój nosek. - Ty jesteś pełnoetatową podusią, którą obroniłem dzisiaj przed złymi duchami!-oświadczył, dając się prowadzić do pokoju.- Kocham cię. - wymruczał, wtulając się w bok ukochanego, czując jak senność zaczyna go łapac.

Nim dotarli do łóżka, to już spał i tylko trzymanie go przez Lewisa sprawiło, że nie przewrócił się.

Spark natomiast, jak przystało na pana i władcę tego domu, ruszył swym majestatycznym krokiem w stronę sypialni. Nie spieszyło mu się, bo jakże by inaczej!


Lewis Darewood
wiek:22 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Księgowy/fotograf z zamiłowania
Prywatna firma ojca Los Albegos
Myo Sangwook
Gwałtów/ hardcorowych fetyszy
Just like fire
Westchnął, uśmiechając się pod nosem. Jego ojciec był dobrym szefem, wyrozumiałym i taktownym. Jasne czasami zdarzały się pomyłki, ale nigdy nie było z tego powodu większych problemów. Nikt nie narzekał, a premie za dobrze wykonaną prace nigdy nie były odejmowane z byle powodu.
-Mój ojciec to nie tyran. Co najwyżej wejdzie do biura, rzuci papiery na stół i powie, że zjebałem. Poprosi żebym poprawił, tyle w temacie.
Odparł spokojnie. Nie rozumiał dlaczego Myo tak bardzo się denerwował z tego powodu.
Pokiwał głową, opierając cały ciężar ciała chłopaka na sobie. Widać było, jak ze zmęczenia zamykają mu się oczy. Wyglądało to dosyć zabawnie, niemniej manewrowanie takim słodzikiem przylepionym do ciebie jak panda do bambusa nie było najłatwiejsze. Co zrobił Lewis? To co każdy gentelmen powinien- wziął śpiocha na ręce, układając w wygodnym łożku.
-Tak kochanie, będę twoją podusią na wyłącznosć.
Wymruczał do ucha, calujac go czule w czoło.
Przebrał go w swoją koszulkę oraz dresy, nakrył kocem. Zostawił rudego rycerza na straży, a sam udał się do kuchni żeby wyprawić pogrzeb ofiarą polowania duetu rozrabiaków.

Lewis z zadowoleniem mieszkał zupę miso w małym garku.
Nie był mistrzem, ale coś tam upichcić potrafił, a przepis był dosyć prosty. Doda do tego trochę ugotowanego jajka zapiekany chlebek i będzie jak znalazł na kaca.
Stał tak ubrany jedynie w szorty oraz fartuch przewiązany w biodrach, koszulki nie zakładał, bo w domu było zdecydowanie za ciepło jak na jego standard, ale wolał żeby przeziębiony Myo porządnie się wykurował.
Jego rozmyślania przerwał głuchy, metaliczny brzdęk. Zerknął w lewo, marszcząc brwi, lecz zaraz się uśmiechnął. To nie kto inny jak Spark uderzał łapką w metalową miseczkę, domagając się śniadania. Popatrzył na Lewisa zielonymi ślepkami udając niewiniątko, a potem dawaj ile fabryka dała miską o podłogę. W kuchni rozległ się nieprzyjemne świdrujące pukanie.
-I co się tłuczesz wiewiórko? Ta grube dupsko nie może poczekać pięciu minut?
Mruknął, odkładając drewnianą łyżkę na mały talerzyk. W odpowiedzi usłyszał ciche prychnięcie oraz zobaczył jak rudy, puszysty ogon szoruje gniewnie po podłodze.
-Jesteś gorszy niż baba przeć okresem wiesz?
Skapitulował, jak dobry sługa umył miskę, napełniając ją przy okazji porcją kociego tuńczyka z puszki. Pupil rzucił się na jedzenie niczym wygłodniały krokodyl, mrucząc jak traktor na jedynce.
Rudzielec wrócił do mieszania zupy, zerkając na zegar zawieszony na ścianie. Było kilka minut po dziesiątej, chyba poraz zobaczyć czy koreańskie zwłoki żyją czy jeszcze śpią. Myo na bank będzie miał kaca mordercę, cóż przynajmniej mężczyzna dostał lekcje żeby na drugi raz nie pił podejrzanie słodkiego soku.
wiek:26 lat/a
wzrost:187 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
Student/Instagram Model
Dom/Plener
Lewiś Darewood
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja , pamiętaj o tym.
The sharp thorn often produces delicate roses.
Kiedy Lewis przyrządzał jedzenie on spał. Jeszcze spał, bo powoli zaczynał wracać z krainy marzeń i rzeczywistość dawała o sobie znać. Kac. Kac, którego się nabawił przez wczorajszą głupotę jaką odwalił. No, ale nie jego wina, że mimo dziwnego smaku sok, czy raczej wino bardzo mu smakowało. A że Myo miał lekki łebek to teraz cierpiał.

Wcisnął nos w poduszkę, która pachniała Lewisem, kiedy usłyszał jak Spark nawalał metalową michą o podłogę. Czemu na stwórcę to kocisko tak dawało w metal? Czy ono nie rozumiało, jak tu Myo cierpiał katusze?

-Mhmhmh…-zakrył uszy, licząc, że kocisko lada moment przestanie nadawać i na całe szczęście hałas ustał.
Myo poczuł radość w serduszku, ale nadal głowa bolała, było mu niedobrze i miał ochotę zostać w łóżku. Dlatego liczył, że Lewis mu pomoże uporać się ze stanem w jakim się znalazł. I nie, nie miał za złe ukochanemu, że tak się stało, bo to była jego wina. Tylko i wyłącznie.

Koreańskie zwłoki z trudem wygrzebały się z łóżka. Mimo, że bardzo tego nie chciał, to jednak ciągnęło go do Lewisa. Chciał się po prostu przytulić, skryć w jego ramionach i nie puszczać. Tylko, jak bardzo Rudzielec wytarmosi go za uszy za nierozwagę?

Ostrożnie, kroczek po kroczku wyszedł z pokoju i skierował się do kuchni. Te przyjemne zapachy…czy Lewis gotował zupę z pomidorów, która tak mu zawsze smakowała?

-Lewis?-zapytał cichutko, trzymając się framugi.-Jesteś tutaj, kochanie?-Myo oparł policzek o rękę.-Mhmhmh…-wymruczał niezadowolony, po czym ruszył w stronę ukochanego.
Tam, gdzie słyszał jak się krzątał po kuchni, gdzie przygotowywał jedzenie.
Wyciągnął w jego stronę ręce, chcąc jak najszybciej skryć się w ramionach Rudzielca, jego Rudzielca.

-Przytul mnie…-zrobił smutną, zbolałą minkę.-Proszę…-szedł powoli w stronę Lewisa, a jak tylko do niego dotarł to od razu wtulił się w niego i puszczać nie zamierzał.-Mhmh….przepraszam.-wydukał.-Mhmhmh….przytul…-dopiero po chwili dotarło do niego, że Lewis nie miał koszulki.
Nie chciał jednak pokazać jak mocno się tym zawstydził, ale rumiane polichy zdradziły to, co tam się tliło w tym uroczym łebku.

Myo pociągnął nosem, ale nie odsuwał się od ukochanego. Chciał tak przytulać się do niego i przytulać i to najlepiej w łóżku!

Lewis Darewood
wiek:22 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Księgowy/fotograf z zamiłowania
Prywatna firma ojca Los Albegos
Myo Sangwook
Gwałtów/ hardcorowych fetyszy
Just like fire
Lewis miał cichą nadzieję, że Myo wstanie z łóżka w stanie nadającym się do życia. Te wczorajsze wino, które tak chętnie pił pomimo słodkiego smaku było diabelnie mocne. Biedak pewnie będzie umierać przez kolejne dwa dni. Cóż mówi się trudno, nauczka musiała być, niemniej chłopak będzie miał swojego tulaśnego słodziaka na osłodę.
-Rozrabiaj tak dalej, a przysięgam, że zabiorę cię do salonu piękności dla kotów. Może jak wyszorują ci te miedziane uszyska, to zaczniesz słuchać co się do ciebie mówi rudy terorysto, wredoto puchata.
Zwrócił się do kota, ale ten był zbyt zajęty opróżnianiem miski.
Owszem Lewis zamiast tradycyjnej zupy postanowił ugotować wariację z dodatkiem pasty pomidorowej. W przepisie mówili, że dobra... najwyżej zamówi żarcie z pobliskiej restauracji jak coś tam sknoci.
-Tutaj jestem kochanie.
Powiedział, wyciągając ku niemy ramię. Pozwolił żeby chłopak wtulił się w jego bok, a on objął go opiekuńczym gestem. Pogładził czarne włosy z czułością widoczną w piwnych oczach, lecz tego chłopak akurat nie mógł zobaczyć.
-Jak się czujesz? Zaraz podam ci coś do picia, nakarmię, a potem dam coś ba ból głowy. Zapewne masz masakrycznego kaca?
Spytał, gładząc Myo po plecach. Pachniał trochę sfermentowanym alkoholem, chociaż nie było wcale tak źle. Prysznic dopiero jak ten poczuje się na siłach aby sam stać, mężczyzna nie chciał ryzykować, że ten się poślizgnie czy coś.

@Myo Sangwook
wiek:26 lat/a
wzrost:187 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
Student/Instagram Model
Dom/Plener
Lewiś Darewood
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja , pamiętaj o tym.
The sharp thorn often produces delicate roses.
Myo nie był w stanie nadającym się do życia. Wyglądał trochę jak takie siedem nieszczęść, tylko z jego urokiem dawało to nader uroczy dla oka widoczek. Drobna, mała słodka kulka nieszczęścia cierpiąca na kaca.

-Lewis…-jak tylko miał możliwość przytulenia się, skrycia w ramioanch ukochanego, od razu zacisnął dłonie w pięści-....-zmarszczył brwi oraz okrągły nos.-...-ukrył lico, opierając się czołem o klatkę piersiową Lewisa.

Stał tak przez chwilę, słuchając ukochanego, po czym zaczął okładać go pięściami. Oczywiście siły to miał tyle co nic, więc Rudzielec czuł coś w rodzaju zaczepiania przez głodnego komara.
-Ty podły rudy gnojku!-Myo pociągnął nosem i zacisnął powieki.-Dlaczego zostawiłeś alkohol na wierzchu! Dlaczego?! Łajzo jedna!-musiało to zabawnie wyglądać, jak ledwo stojąc na nogach uderzał Lewisa w klatkę piersiową.-Ty…ty niereformowalny rudy łazęgo! Szwędaczu jeden! -uderzenia stawały się coraz to delikatniejsze, aż w końcu ustały.-Ty…ty…rudy chochliku…ty…-wcisnął policzek w ukochanego, a rękami objął go w pasie.-..czemu to zrobiłeś?-mruknął niezadowolony.-...powinienem się na ciebie obrazić…-zamlaskał.-...ale nie potrafię…-poruszał nosem.-...nie umiem się na ciebie długo gniewać..-było mu tak dobrze w ramionach ukochanego.-Lewis…bardzo nabałaganiłem wczoraj?-zapytał, zastanawiając się jak bardzo napsocić z powodu nadmiaru spożytego alkoholu.

Stał tak jeszcze chwilę, po czym podniósł głowę do góry, a ręce wyciągnął w kierunku twarzy Lewisa. Delikatnie, opuszkami palców zaczął sprawdzać, w jaki sposób układają się mięśnie twarzy. Czy Lewis bardzo się na niego gniewał za wczoraj? A może tylko, niepotrzebnie sobie to wkładał to tej ślicznej główki? Musiał to sprawdzić, bo on nie chciał, że Lewis gniewał się na niego, że przesadził z alkoholem, zwłaszcza, że to nie było specjalnie! Nie jego wina, że nie zorientował się od razu, prawda? A może jednak tak?

-Lewis…-zatrzymał dłonie na policzkach Rudzielca.- Hmhmh…- opuścił ręce, aby na powrót przytulić się do ukochanego całym sobą.
Jego spłoszone serduszko zaczęło łopotać szybciej, ale Myo starał się tego po sobie nie pokazywać. Wstydził się o, dlatego mruknął cicho, objął tamtego w pasie, przyłożył, ponownie prawy policzek do klatki piersiowej Lewisa i pozwolił sobie na zatracenie w tej chwili. Chciał zapomnieć o tym, co zmajstrował wczoraj, o tym co teraz działo się dookoła, aby delektować się obecnością Lewisa. Człowieka, który tak zadbał o to jego poranione i spłoszone serduszko…

-Lewis…-Myo rozpłakał się, drżąc cały.-...tak bardzo cię kocham, tak bardzo.-będąc na kacu, był tak samo słodki i niewinny jak po spożyciu alkoholu, ale widać było jak kruchy naprawdę był i jak bardzo przeżywał ten swój wczorajszy wybry.

Wbił palce w plecy Lewisa, dociskając się do niego tak, że już się bardziej nie dało. Otarł się policzkiem, a potem tylko przytulał, bojąc się, że Lewis mu po prostu zniknie, a on znowu zostanie sam…


Lewis Darewood
wiek:22 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Księgowy/fotograf z zamiłowania
Prywatna firma ojca Los Albegos
Myo Sangwook
Gwałtów/ hardcorowych fetyszy
Just like fire
Objął go, przytulając do siebie tak, jak robił to miliony razy. Zwyczajnie był tam dla niego, oferując mu swoje ciepło oraz wsparcie. Nie gniewał się na Myo, bo nie miał o co.
Ile razy to on odstawiał numery po pijaku? Boże przecież jemu to się nawet nie powinno dawać alkoholu, ponieważ zachowywał się po nim jak skończony debil- dosłownie.

-Ej chwila! Po jakiego ciula ty mnie znowu bijesz co? Byłem grzeczny, trzymałem łapska przy sobie jak spałeś!.... Prsyyulałem cię tylko, nic poza tym, to jaka ze mnie łajza?
Zapytał zdziwiony, pozwalając chłopakowi na okładanie się pieśniami po torsie.
W sumie nie bolało praktycznie wcale, a jego partner mógł się uspokoić. Cholera jakby widział, że ten ma tyle pary do spuszczenia to znalazłby o wiele wygodniejszy i zacznie przyjemniejszy sposób.

-Wybacz.... powinienem bardziej uważać gdzie zostawiam takie rzeczy.
Zmieszał się lekko. Jego chłopak miał trochę racji. Lewisowi zdarzało się przestawiać przedmioty codziennego użytku, czy pozostawiać je w nieoczekiwanych miejscach. Ostatnim razem zapomniał odłożyć żel pod prysznic na niższą szafkę, przez co Myo nie mógł go ściągnąć.
Czasami zapominał, iż ten jest niewidomy, bo chłopak jak na osobę niepełnosprawną był bardzo samodzielny.
Cóż mógł zrobić? Przytulił go mocno, całując w czarne włosy.
-Nieeee.... porozrzucałeś trochę tamponów ze Sparkiem i tyle.
Odparł spokojnie. Stanął w miejscu, zezwalając kochankowi na to, aby ten mógł opuszkami palców wyczuć jego mimikę twarzy.
-Nie jestem na ciebie zły kochanie.
Domyślił się natychmiast. Pokręcił głową, cmokając jego dłonie. Objął go mocniej, kołysząc powoli w ramionach.
Oparł podbródek na jego głowie, wzdychając cicho.
-Ja ciebie też kocham.
Wyznanie było szczere, głos łagodny, pełen uczucia.
Zaczął gładzić tę swoją słodką kuleczkę po plecach, starając się go uspokoić. Nie rozumiał dlaczego Myo płakał, lecz nie naciskał z pytaniami. Jeśli zechce to sam mu wszystko powie prawda?
-Ugotowałem zupę miso z pastą pomidorową, jesteś głodny? Zrobię ci do tego zapiekany chlebek.
Otarł mu policzki brzegiem fartucha, ucałował w czoło. Nic tak nie poprawiało humoru jak dobre jedzonko i przytulanie.

@ Myo Sangwook
wiek:26 lat/a
wzrost:187 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Angelenos/PW/DC
brak multikont
Awatar użytkownika
Student/Instagram Model
Dom/Plener
Lewiś Darewood
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja , pamiętaj o tym.
The sharp thorn often produces delicate roses.
Myo nie protestował, kiedy został przytulony. Czuł się wtedy taki bezpieczny! I dlatego, mimo, że Lewis nieco się na tego słodziaka zirytował to ten i tak go przytulał, starając się uspokoić, przestać obawiać się się, iż ten mu zniknie.

-Kochana łajza…-pociągnął nosem, ocierając się policzkiem o rozgrzane ciało ukochanego.-..ale moja, prawda?-zapytał ściszonym tonem wciskając się w Rudzielca.-Hmhmh…-zamruczał pociągając nosem.-...-ale się zawstydził, kiedy Lewis powiedział mu, coś takiego wczoraj zmalował. Dał sobie, przy okazji wytrzeć policzki z łez.


Zawsze drżał, kiedy Lewis całował jego dłonie. I do tego, to było takie miłe! Dlatego policzki Myo od razu ozdobił silniejszy róż.
-Mhmh…-wymruczał znowu się przytulając i walcząc z dalszą chęcią płaczu.
Lewis był taki kochany dla niego!
A na zapytanie o jedzenie, pokiwał głową. Lubił jedzonko przygotowane przez Lewisa, dlatego chętnie zje to, co ten proponował. Tylko on teraz tak nie chciał go puszczać ze swoich objęć!

-Też cię kocham…-pociągnął raz jeszcze nosem i znowu mocno, tak jakby Lewis miał mu zaraz zniknąć.-Nie znikniesz mi prawda?-zapytał cichutko.-I nie zostawisz?-dłonie zaczęły mu drżeć, dlatego docisnął je do pleców Lewisa.

Tak, Myo był taką jego małą kuleczką, która trzęsła się w jego ramionach przytulając się.
-...-nic już więcej nie powiedział, tylko jak skrywał się w ramionach Lewisa i puszczać nie zamierzał.

i miał nadzieję, że Lewis pozwoli mu się tak jeszcze trochę przytulać.

Lewis Darewood
wiek:22 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Malibu
mów mi:Sarameda Hakte
ODPOWIEDZ

Wróć do „874”