ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Kelner
ohm strip club
Nie ma
Jest tego niewiele, jeśli coś mi się nie spodoba, zwyczajnie poinformuję.
A-B-C-D-E-F-G
I wanna send my code to you
Eight letters is all it takes
And I'm gonna let you know, oh
wdzianko, góra + torba and make up. + spodnie + buty.

Od dłuższego czasu miał zamiar wybrać się do tego miejsca. Zawsze jednak się opierał bo nie chciał wydawać pieniędzy. Jako że jednak dostał pracę, mógł sobie w końcu pozwolić. No i nie był aż tak biedny by musiał liczyć każdy grosz. Disneyland kojarzył mu się z dzieciństwem dlatego chciał się tam wybrać. Mimo że, nie mieszkał jakoś specjalnie daleko. Dlatego, gdy przyszedł wieczorny weekend postanowił się w końcu wybrać. Nitro zostawił z mamą, bo wiedział że, inaczej ten narobi mu w pokoju bałaganu. Ostatnio zrobił się trochę niegrzeczny, prawdopodobnie doskwierało mu to iż pan znikał na długie godziny, musiał niestety zarabiać. Pomimo studiów, chciał też zarabiać na swoje życie, może wynająć mieszkanie?
Takie miał chłopak plany, co zaś z nich wyjdzie, przyszłość jeszcze pokaże. Póki co szło ku dobremu.
Znalazł jakieś w miarę luźne i wygodne ciuchy, nie chciał wyglądać jak odstawiona laleczka, ale też musiał wyglądać schludnie, więc całkiem sportowy styl odpadał. Coś tam skompletował w międzyczasie kontaktując się ze znajomym, który miał się wybrać z nim. Gotowy opuścił dom i wsiadł do samochodu by podjechać po kumpla i takim to sposobem oboje znaleźli się w miejscu docelowym. Najgorzej miał ze znalezieniem miejsca parkingowego, po dłuższym czasie jednak zaparkował i mogli iść się bawić. Wyszedł z samochodu sprawdzając czy miał wszystko. Jedną z rzeczy oczywiście był aparat, na pewno będą robić jakieś zdjęcia.
W końcu po paru godzinach jego znajomy się zmył, lecz Lix postanowił się jeszcze chwilę pokręcić i w coś pograć. Wybór zabaw był całkiem spory. Podszedł do jednego ze stoisk i ustawił się w kolejce. Oczywiście nie wpychał się ani nic, był grzeczny. Nagrody były całkiem zacne. Zwłaszcza spodobała mu się maskotka rekina . Zabawa była typowa, wstrzelić korek w odpowiednie kubeczki i ich odpowiednią ilość. Nigdy nie miał w takich zabawach szczęścia, postanowił jednak spróbować. Więc gdy nadeszła jego kolej, zapłacił i zdjął torbę z ramienia. Chwycił pistolecik i wystrzelił. O dziwo, jak na niego wszystkie strzały były celne. Co niesamowicie go zdziwiło. Mordka jednak od razu mu się uśmiechnęła bo o to chodziło. W końcu rekin był największą nagrodą i w dodatku był to ostatni. Usłyszał więc za sobą dźwięki zawodu. Co mógł jednak poprawić, skoro wygrał był jego. Ucieszony niczym dziecko wziął torbę a potem swoją nagrodę i wtulił twarz w rekina. Totalnie ignorował że, zachowuje się jak dziecko, uwielbiał maskotki i raczej się z tym nie krył bo po co?

Evan Angelcrest
wiek:22 lat/a
wzrost:170 cm
dzielnica:Arts District
mów mi:Mikkeru
samael moon
Awatar użytkownika
muzyk sesyjny, aktor niszowy
miejsce pracy
Maddox <3 i czasem Angela
nadal eksploruję i nadal nie dotarłem do granicy :)
"Whatever you love, that's your weakness"
ubranie; okulary ; naszyjnik;

Właściwie nie wiedział co nim powodowało, gdy wybrał się do Disneylandu… sam. Może był zwyczajnie zmęczony ciągłą pogonią za byciem fabolous. Tylko, czy potrafił taki nie być?
Snuł się po parku rozrywki samotny i opuszczony z rozkapryszoną miną rozczarowanego dziecka, gdy minął go jeden pluszak, drugi pluszak, jakiś większy rekin. Coś się w nim przebudziło. Złowieszczy instynkt łowcy. Dziecko, żądne nowej zabawki i zabawy, by odegnać złudzenie. Niewiele myśląc powiódł wzrokiem w miejsce, skąd miękką falą pluszu wylewały się maskotki różnej wielkości i wszelakiej maści. Zapragnął takiej dla siebie. Czy było coś wspanialszego od ogromnego rekina? zwłaszcza, że w szaleńczej fali rozlewającej się po parku widział może jednego, a może dwa… takich dużych więcej nie minął. WYjątkowość ich, przekładająca się na rzadkość występowania sprawiła, że właśnie takie dla siebie pożądał. Zauważył zbiegowisko ludzi, którzy próbowali swoich sił i celności. Jedni odchodzili z mniejszymi, drudzy z większymi pluszakami, spora część odchodziła z niczym. Angel zapragnął spróbować swoich sił, chociaż jeszcze bardziej był żądny ustrzelenia ogromnego rekina. Był idelnie duży, by zostawić go w mieszkaniu Maddy i zaznaczyć w ten sposób, dość oscentacyjny swoją drogą, terytorium.
Jak się zdążył zorientować w puli do wzięcia pozostał już ostatni rekin, a przed nim był tylko jeden chłopak. Nic więc dziwnego, że wredna Angie życzyła mu z całych sił powodzenia w przegrywaniu, frajerze., bo jednak była wredną bitchą i sama miała chęć na pluszaka. Nic więc dziwnego, że zaciskając ręce życząc mu z całych sił, by nie trafił, zwłaszcza, gdy coraz lepiej mu szło i coraz bardziej było pewne, że mu się powiedzie, ściskała je coraz mocniej. Ból z powodu tej wygranej był więc rzeczywiście wręcz fizyczny. Nie specjalnie krył się z tym niezadowoleniem, dając ujście frustracji w przeciągłym.
- O nieeeeeeeeeee. - z zawiścią w spojrzeniu patrzył jak chłopak odbiera nagrodę. Problem był w tym, że Angie jak już sobie coś ubzdurała w tym pustym łbie, znudzonym brakiem dramy, to był koniec. A skoro Evan nie mógł zdobyć rekina w uczciwej walce, to… z przyczajki, gdy chłopak odchodził od stanowiska - Evan zagrodził mu drogę, otworzył szeroko ramiona i objął pluszaka nie pozwalając nieznajomemu iść dalej.
- Po co ci taki duży rekin? - zapytał podstępnie. Zupełnie nie wiadomo, skąd się w nim zrodziło to pragnienie posiadania. Zwykle taki nie był. -Nawet nie masz dziewczyny, żeby jej go dać. - wszakże nikt nie podążał za chłopakiem i jego ogromnym rekinem.

Damien Lee
<3 <33 <3
fuck nudes,
send me
your playlist
wiek:23 lat/a
wzrost:176 cm
dzielnica:Brentwood
mów mi:Fabio/Evan/Angela (grywalny.goblin)
Awatar użytkownika
Kelner
ohm strip club
Nie ma
Jest tego niewiele, jeśli coś mi się nie spodoba, zwyczajnie poinformuję.
A-B-C-D-E-F-G
I wanna send my code to you
Eight letters is all it takes
And I'm gonna let you know, oh
Niebieskowłosy nawet nie zwrócił uwagi że, jedna z osób zdecydowanie ochoczo dała znać jak bardzo nie podoba jej się fakt jego wygranej. W sumie nie widział nawet w tym powodu. Nie znając chłopaka miał prawo. Już miał się na spokojnie ulotnić do swojej BMki i wrócić do domu, nie było mu to jednak dane. Ktoś znienacka zaatakował jego pluszaka i zaczął obejmować jego rekina. - Ha! A kto powiedział że, nie mam I skąd NIBY MOŻESZ TO WIEDZIEĆ. - Prychnął niezadowolony, ostatnio niektóre rzeczy wyjątkowo go irytowały. Używając naprawdę sporej siły w nieoczekiwanym momencie wyrwał rekina z dotyku Evana i zmierzył go zimnym spojrzeniem, co dawało mocny efekt w połączeniu z jego niebieskimi soczewkami. Zrobił krok do przodu by spojrzeć w twarz nieznajomemu. W sumie trudno dziwić si e jego reakcji tak? Jakiś gościu, w kiecce ubrany jak nie z tej bajki, ma czelność mu coś wyrywać z rąk! Dobre. - Zrób tak jeszcze raz a poinformuje odpowiednie osoby. Miałeś takie same szanse wygrać jak i ja.- Prychnął, bo w końcu nie jego wina że, Evan się spóźnił a teraz siłą chce zabrać maskotkę. - Również chciałbym Cię poinformować że, owszem mam komu dać gdybym chciał i nie twój w tym interes. - Stanął na palcach i pstryknął Evana w nos. Po czym na pięcie się odwrócił mocno trzymając maskotkę. W razie gdyby ten chciał go zaatakować od tyłu, miał oczy niemal z tyłu głowy. Oczywiście był gotów na szybką reakcje w razie co. Czasem serio, nie rozumiał ludzi a ostatnio coraz bardziej i męczyło go to psychicznie.
Patrząc z drugiej strony, czy Evan zorientował się że, właśnie rozmawiał z ofiarą swojego insta? Rozpoznał go w ogóle. Gdyby tylko Lee miał świadomość że, to ten kradziej jest odpowiedzialny za jego fałszywego insta. Sprawy nie byłby tak kolorowe. Jeśli życie dalej będzie mu serwować takie niespodzianki, szybko wyzionie ducha. Jego psychika już zaczynała to odczuwać. Coraz częściej się denerwował a nawet tracił przytomność na ulicy, co nie było dobrym znakiem. Liczył tylko że, chłopak da na spokój i zwyczajnie poszuka takiego rekina na internecie albo coś, nie musi być konkretnie stąd, prawda? Z resztą skąd miał mieć pewność że, takowego wygra. Lix przeczesał włosy i westchnął, chciał po prostu wrócić do domu, bez kolejnego dramatu na koncie. Wystarczy mu wrażeń w ostatnim czasie.

Evan Angelcrest
wiek:22 lat/a
wzrost:170 cm
dzielnica:Arts District
mów mi:Mikkeru
samael moon
Awatar użytkownika
muzyk sesyjny, aktor niszowy
miejsce pracy
Maddox <3 i czasem Angela
nadal eksploruję i nadal nie dotarłem do granicy :)
"Whatever you love, that's your weakness"
- Jakbyś miał, to by tu był! - zareagował jak typowa Angela, do tego tupiąc nóżką. Evan dawno już nie dał popisu swojej queenowatości w najgorszej odsłonie, więc w końcu hamulce puściły. Musiały puścić. Nie dało się być przez 100% czasu miłym chopcem, gdy dramatyzm chwili i sytuacji był dla niego tym, czym tlen. Nie potrafił obyć się bez obu i potrzebował ich do życia. Nie interesowało go w tej chwili jak to się może skończyć. Potrzebował tego rekina… albo przynajmniej poczucia, że dzieje się coś ważnego, ale na tyle istotnego, żeby móc zająć myśli i nie myśleć o tym, w jak przerażającym kierunku zmierzało jego życie. Powrót do Maddoxa był przerażający, bo to wszystko zaczynało naprawdę poważnie wyglądać. Evan nie był przyzwyczajony do czegoś takiego.
-Nie miałam! - w to mu graj, zaraz wytoczy swoją ulubioną artylerię. - Jak możesz tak bezceremonialnie mnie missgenderować? - uronił nawet łzę smutku i nie zrozumienia, po czym ręce położył w miejscu, gdzie powinna być talia i z niekrytym oburzeniem i lekko podniesionym i nieco wyższym głosem zaczął -O, no wybacz, że się wtryniłeś przede mnie. I nie miałam szansy spróbować. Gentelmen od siedmiu boleści. Nie potrafisz rozmawiać z damą, tylko już lecisz na skargę do nie wiadomo kogo. - zdjął ręce z rekina obrażony, ale na pewno nie miał zamiaru tak łatwo dać mu odejść. Chwilowa mina zaskoczenia, ( bo… tak, rozpoznał swojego instagramowego fake’a w osobie niebieskowłosego) tak szybko jak błysnęła, tak szybko schowała się za inną paletą min, których miał całą kolekcję. Diablo przebiegłą paletą.
Natomiast pstryczka w nos absolutnie nie zamierzał mu podarować. I zaczęła się histeria. Evan zaniósł się rykiem (bo ciężko było to nazwać płaczem), ale soczyste i wielkie niczym groch łzy zaczęły płynąć z jego oczu rujnując kompletnie taki piękny makijaż. - Cham i złodziej! - wskazał na oddalającego się chłopaka. Nie ważna była prawda. Ważne, że Angie był całkiem niezłym aktorem i potrafił zagrać na uczuciach tłumu. Nie ważne, że to Damien wygrał misia. Tłum wiedział swoje, a z presją tłumu nie wygrasz. Damien mógł teraz ryzykować i starać się wytłumaczyć swoje racje, albo na spokojnie dowiedzieć się o to chodzi. Ludzie lubili takie rzeczy i już ktoś włączył nagrywanie w telefonie.
Wyciągnął ręce po maskotkę.
- Rekinek! - i spojrzał jak tylko wredne dziewczyny, które wygrały batalię na słowa, były w stanie patrzeć. Z moralną wyższością.
Jeśli tylko Lee potrafił przejrzeć głębiej przez ten cały cyrk, dostrzegłby, że Evanowi tak naprawdę chodziło o towarzystwo i trochę atencji, a nie o samego rekina. No może o maskotkę tylko trochę. Chciał się przytulić, czy to wielka zbrodnia?

Damien Lee
<3 <33 <3
fuck nudes,
send me
your playlist
wiek:23 lat/a
wzrost:176 cm
dzielnica:Brentwood
mów mi:Fabio/Evan/Angela (grywalny.goblin)
Awatar użytkownika
Kelner
ohm strip club
Nie ma
Jest tego niewiele, jeśli coś mi się nie spodoba, zwyczajnie poinformuję.
A-B-C-D-E-F-G
I wanna send my code to you
Eight letters is all it takes
And I'm gonna let you know, oh
Sytuacja robiła się coraz bardziej denerwująca. Aż takiej dramy się nie spodziewał, a powinien. Głupio nie pomyślał i powiedział co powiedział. Słysząc jak ta zaczęła kwilić rozżalona już wiedział że, łatwo nie będzie. Z wrażenia aż potrzebował cukru. Mimo że, p[róbo9wał odejść to przystanął i wyciągnął lizaka by wsunąć go do buzi. Potrzebował chwili by zebrać myśli. Cała sytuacja robiła się wręcz chora a on tylko chciał wrócić spokojnie do domu. Gdy usłyszał Cham i złodziej. Wręcz nie wytrzymał a brew mu zadrżała. Nie zważając na nic zawrócił i podszedł do niej mocno trzymając maskotkę. Z lekką złością poniekąd specjalnie gwałtownie wyciągnął lizaka z ust i oblizał usta patrząc na nią, prosto w oczy dokładnie. Żadnego zażenowania czy skruchy. Tłum go nie przerażał, mógł go też wykorzystać, na swoją korzyść. - Och wybacz panienko, jeśli chcesz mojej atencji wystarczy powiedzieć. - Mruknął a miało to efekt przy jego niskim głosie. [/b] - Stał wręcz krok od niej jak nie bliżej. Dla efektu jeszcze raz oblizał usta przygryzając koniec języka. Jak chciał umiał ładnie zagrać, czasem aż za dobrze. Nie myśląc wiele przyciągnął Angie chociaż trzymając pluszaka było ciężko. zapach jego perfum zmieszał się ze słodyczą lizaka, który chwilę wcześniej znalazł się na ziemi gdy go wyciągnął i wyrzucił ze zdenerwowania. Jedną ręką chwycił za podbródek Evana, nie przełamując spojrzenia.
Wiele było dziewczyn, które próbowały świadomie lub nie zmusić go do czegoś takiego, co nigdy nie zdało efektu. Damien był tak blisko, że można było policzyć wszystkie jego piegi i zorientować że, oczy ma jednak skryte za soczewkami. - Wiele było takich, co chciały grać na moim wizerunku, zmusić do rzeczy, które wcale mnie nie interesują. Ty nie będziesz wyjątkiem.. - Szepnął spokojnie, nadając głosowi jeszcze więcej głębi. Jak grać to na całego. Już praktycznie stykali się ustami gdy w ostatniej chwili odchylił się i zwyczajnie dał jej buziaka w policzek. Potem szybko się odsunął i trzymając rekina uśmiechnął. - Skoro tak bardzo Ci zależy mogę Ci wygrać inną maskotkę, rekina nie oddam a zdanie tłumu mam w dupie. - Powiedział jak było, nawet mogli sobie go szkalować w internetach, wisiało mu to. Już się poświęci byle ją trochę uspokoić i wyjść na swoim zarazem. Nie znał też do końca intencji tej całej afery, mógł się tylko niestety domyślać.

Evan Angelcrest
wiek:22 lat/a
wzrost:170 cm
dzielnica:Arts District
mów mi:Mikkeru
samael moon
ODPOWIEDZ

Wróć do „Disneyland”