ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Lekarz
Salon Chastaina
Aconitum lycoctonum
Try me
I saw magic in his eyes.
Dirty, dark, beautiful magic.

Javier Castillo Perea, nauczony doświadczeniem, od wielu lat sądził, że samotność jest dobra. Była bezpieczna, leniwa i spokojna, nie przynosiła też niezapowiedzianych rozterek i gniewu. Trzymanie się na dystans zmniejszało potencjalne ryzyko zbliżenia się do kogokolwiek i p r z y z w y c z a j e n i a do obecności, zapachu i głosu, za którym mógłby tęsknić podczas długich wieczorów w Norweskiej chacie.

Jednak podczas dwóch, może trzech lat coś się zmieniło. Coż zaczęło Javiera ściskać, wadzić i powodować, że wzdychał ciężko częściej niż zazwyczaj. Przyjmował swoich pacjentów w domowym gabinecie, który przez ostatni czas zdołał wyremontować. Zamieniał z nimi kilka słów, czasami nawet zapraszał na gorącą herbatę, kiedy wyjątkowo zaciekawił go jakiś temat nawiązujący do okolicznych miejscowości. To jednak nie w nich był problem, bo oni, jak idealna scenografia, nigdy się nie zmieniali. Byli częścią bezpiecznej samotności. Byli jego pracą, która jako jedyna towarzyszyła mu podczas dłużącego się życia.

Byli, gdy kolejny raz w jego drzwiach pojawił się Jurij – kilka miesięcy po pierwszym spotkaniu, zaopatrzony w wędkę i gruby płaszcz.

Byli, gdy kolejnym razem, gdy zrobiło się cieplej, Jurij pomagał mu naprawiać dach, który ucierpiał podczas jednej z wichur, od której uginały się potężne drzewa.

Byli, gdy nagle kolejne spotkanie Rosjanina stawało się nie tyle normą, co spełnionym pragnieniem Javiego, który witał go niezmiennie z tym samym, delikatnym uśmiechem na ustach i garścią latynoskich wyrazów, które tłumaczył lub nie, w zależności od tego w jakim nastroju był jego towarzysz.

Rozmawiali coraz więcej, często od świtu, kiedy razem polowali, aż do wieczorów spędzanych przy trunkach i chwilach, które były tylko ich – drobne dwuznaczności, przelotny, przypadkowy dotyk i zbyt długie spojrzenia.

Byli, gdy Jurij znikał, a Javier czasami zbyt długo wpatrywał się w zamyśleniu w okno, jakby oczekiwał wychwycenia na horyzoncie znajomej postaci.

Między kolejnymi spotkaniami, twardy mur Perei opadał; zwykłe rozmowy z pacjentami stawały się okazją do skutecznego flirtu. Zakupy w oddalonym o wiele kilometrów sklepie przeciągały się do nocy, kiedy zgadzał się na wizytę domową, prostą r a n d k ę, która nigdy nie miała kontynuacji, albo obiad, który proponowała mu jedna ze starszych pacjentek.

Kiedy czekał, cztery ściany własnego domu zaczynały go przytłaczać.

Dlatego czasami pozwalał, by druga strona łóżka była ciepła od nagiego ciała, a kroki chwilowych kochanków rozchodziły się dźwiękiem o porankach. To nigdy nie były TE dłonie ani TEN zapach, który tak dobrze znał, ale wystarczyło by wypełnić drobną pustkę i wrócić do normalnego funkcjonowania.

Wpatrywał się w drewniane, sufitowe belki, czując jak jasne kosmyki włosów łaskoczą go w podbródek. Ciężar męskiej głowy spoczywał na jego klatce piersiowej; smukła sylwetka owijała go ciasno, ręce otaczały brzuch. Szerokie dłonie Javiera błądziły odruchowo po linii pleców kochanka, ani nie próbując go wybudzić, ani ponaglić. Słońce dopiero wstawało, a w sypialni było chłodno jak zawsze przed porządnym napaleniem pieców i kominka.

Milczał, gdy urokliwa twarz wcisnęła się w jego szyję i znowu w tym wewnętrznym, opiekuńczym odruchu, wargi Javiera musnęły czoło Mathiasa – mężczyzny, którego poznał kilka tygodni temu, a który z uporem przedzierał się przez wyznaczany przez Portorykańczyka dystans. Był lekarzem, przez co dobrze się rozumieli, był też wyjątkowo dobroduszny i cierpliwy. I chociaż Javier nadal nie zdecydował w jakim kierunku chce poprowadzić ich relacje, delikatnie uchylał mu drzwi do swojego życia.

–– Muszę jechać. Spóźnię się do pracy.

–– Jest wcześnie. Zamiecie minęły. W godzinę się uwiniesz –– zauważył Perea nieco zachrypniętym, porannym głosem. Czuł, jak wargi mężczyzny wykrzywiają się w uśmiechu tuż przy jego skórze.

–– Wstąpię do domu. Wezmę prysznic. Nie wszyscy mogą pracować w domu, Javi –– Mathias dźwignął się i wstał, narzucając na ramiona zmiętą, białą koszulę, która wyjątkowo irytowała Latynosa poprzedniego wieczoru. W milczeniu więc obserwował nagie uda oddalające się w stronę kuchni, przysłuchiwał się drobnemu krzątaniu po pomieszczeniach. Powieki zamknęły się i możliwe, że na moment zabłądził na granicy snu i jawy, aż nie wyrwał go z owego stanu głos Mathiasa.

–– Javi? Javier!

Lekarz mruknął i przekręcił się znowu na plecy, nie otwierając oczu.

–– Wiesz gdzie są klucze.

–– Tak, ale...Masz gościa. Ten mężczyzna po prostu wszedł. Jest trochę niemiły –– dodał ciszej Norweg, zakrywając się mocniej koszulą.

–– Dios mío –– Perea sapnął, pocierając twarz dłonią –– przyjmuję od dziesiątej.

–– Mówi, że nie musi się umawiać.

Perea zaklął siarczyście i wstał, dosięgając do cienkiego, fioletowego szlafroka, który narzucił na ramiona. Przewiązując się w pasie, podszedł do drzwi, muskając jedynie dłonią policzek kochanka, po czym minął go by dosłownie – stanąć oko w oko z Jurijem.

I nagle przestał czuć się pewny.

Wszystko wydawało się być nie na swoim miejscu.

–– Sol? –– głos Mathiasa [ pieszczotliwy i delikatnie zmartwiony ], ocucił Javiera. Patrząc prosto w twarz Rosjanina nie mógł jednoznacznie określić kiedy nazywanie go Słońcem przestało mu tak naprawdę przeszkadzać.

–– Ingenting skjer. Han er en venn. Du kommer for sent på jobb –– wyjaśnił jedynie i obrócił głowę, by posłać uspokajający uśmiech w kierunku Mathiasa.

–– Zaczniesz się kiedyś zapowiadać, Gatito? –– dodał, obracając się i ruszając ponownie w kierunku sypialni –– Ach, właśnie. On nie jest niemiły, Mat. Jest po prostu sobą. Zadzwonię wieczorem –– obiecał, zanim Mathias zabrał się za zgarnianie reszty swoich rzeczy.

Benedict Chastain
wiek:49 lat/a
wzrost:180 cm
dzielnica:Venice
mów mi:Daddy
Awatar użytkownika
zarządzanie zasobami ludzkimi
port, gabinet, sala tortur
Siberia
Z kontrrewolucją się nie rozmawia.
Do kontrrewolucji się strzela.
From the depths of hell in silence
Cast their spells, explosive violence
Russian night time flight perfected
Flawless vision, undetected
[ I wanna take you somewhere so you know I care
But it's so cold and I don't know where ]

Czasem myślał, że wyjazdy do Norwegii były błędem. Im częściej buszował w skandynawskiej tundrze, tym ciężej patrzyło mu się na kalifornijskie plaże. Niekiedy obrzydzony był amerykańską prostotą, systemami oraz ludźmi - w tym własną żoną, u której zaczynał zauważać coraz więcej mankamentów. Choć nie można odebrać Benowi jurności, coraz chętniej wybierał noce na kanapie albo w sypialni gościnnej, zamiast spędzać upojne chwile u boku atrakcyjnej blondynki. Była śliczna, ale kompletnie płytka. Głupia. Nijaka. Równie dobrze mogłaby zostać zastąpiona pierwszą w kolejce dziwką. Męczyła go swoimi wywodami, zachciankami, pogłębiającym się brakiem zainteresowania dorastającymi bliźniakami. Łamała tradycje, które obiecała pielęgnować w dniu ślubu. Czara goryczy jednak przelała się w momencie, gdy wytypowany do pilnowania pani Chastain pracownik poinformował Benedicta o skoku w bok. Drobnym, pozbawionym penetracji pocałunku po wyjściu z kawiarni.

Pocałunku, który okazał się śmiertelny.

Nie dla żony, a jej przyjaciela.

I to spowodowało, że następnego dnia po poćwiartowaniu zwłok, rosyjski biznesmen wyruszył w podróż ku znanym rejonom. Zatrzymał się na noc we własnym domu, oporządził zmęczone ciało, pozwolił sobie na przyzwoite trzy godziny snu i następnego dnia już stukał w ciężkie drzwi. Ku jego zdziwieniu, nie zastał Javiera, a nieznanego sobie mężczyznę. Wiedział, że Perea nie próżnował i niejednokrotnie zabawiał się w tutejszymi, ale to? Wątłe. Wiotkie. Łatwe do połamania. Brzydkie. Jurij zmarszczył brwi, wchodząc do środka. Jego ciężkie buty stukały o drewniane podłoże, a ciemne futro zsunęło się po ramionach na ziemię, gdy gotów był wyciągać dłoń do szyi Mata. Jeden krok. Drugi. Leniwie przeczesał palcami przydługie włosy, pozwalając im swobodnie opadać na twarz, gdy wymieniali niezbyt przyjemne zdania w oczekiwaniu na r a t u n e k.

— Jeśli się zapowiem, będziesz przygotowany i zaryglujesz drzwi — uśmiechnął się, uważnie oglądając zwiewny szlafrok osłaniający uwielbiane przez Rosjanina, jędrne ciało latynoskiej piękności, w mgnieniu oka rozpromieniające pomieszczenie. Po chwili zerknął na intruza [bo inaczej nie mógł nazwać kogoś, kto paradował kompletnie nago po jego terytorium] i wiedziony impulsem zazdrości złapał Javiera za nadgarstek, przyciągając do siebie zgrabną sylwetkę zanim uciekła do sypialni. Szorstkie wargi przylgnęły do gorącej szyi, racząc ją soczystym pocałunkiem, gdy jedna z dłoni powędrowała pod udo mężczyzny i uniosła je, dociskając bokiem do ruskiego biodra. Druga ręka uważnie asekurowała plecy kochanka, aby nie przewrócił się na ziemię przez nagłą utratę równowagi. Jurij westchnął, napawając się upragnionym ciepłem, następnie przesuwając językiem po tętnicy lekarza oraz jego policzku, powoli wędrując ku delikatnej małżowinie.

— Zadzwoń do niego wieczorem, a rano będzie martwy...Sol wymruczał prosto do ucha portorykańskiego słońca, choć groźba kompletnie nie pasowała do bezczelnie wykorzystywanego, kokieteryjnego tonu. Odgrywał tę scenę z satysfakcją, chcąc zwrócić na nich uwagę Mathiasa. Chłopak był kruchy i obrzydliwie niewinny, co nie pasowało Rosjaninowi do typowych wyborów łóżkowych Javiego. Nie wspominając o pieszczotliwym nazewnictwie, intuicyjnym poruszaniu się po chacie i wzroku, który wbijał ostry nóż w dumę mężczyzny. Jego jedyna, bezpieczna przystań wydawała się uciekać w ramiona podrzędnego Norwega. Wystarczyłby jeden cios. Jedno, precyzyjne trafienie w krtań. Jedna kula między oczami rozwiązująca najdrobniejsze problemy.

Im dłużej o tym myślał, tym mocniej zaciskał palce na udzie kochanka. Złożył na jego żuchwie ostatni pocałunek, by po chwili złapać lekarza w pasie i unieść, zanosząc prosto do sypialni. Drzwi zatrzasnął butem z impetem, którego nie spodziewał się użyć. Rzucił latynoski promyczek na miękką pościel i zawisnął nad nim, wbijając chłodne tęczówki w piękne, ciemne oczy Javiera. Patrzył. Wzdychał. Nagle tracąc cały zapał, bo kiedy znaleźli się sam na sam w osobnym pomieszczeniu, pierwsza fasada zaczęła pękać.

[ And I wanna kiss you, make you feel alright
I'm just so tired to share my nights ]

— Wysłałem jej pozew rozwodowy — powiedział po zagęszczającej atmosferę ciszy, czując jak język przeszywa tysiące metalowych, ostrych igieł. Jego spięte mięśnie drżały, a ciężki oddech maskował smutek, gdy zaciśnięte wstydem gardło ledwo powstrzymywało się przed upokarzającym stęknięciem. Trzymał w sobie te emocje od paru dni, odkąd prawnik zapewnił go, że list dotrze pod drzwi pani Chastain do końca tygodnia. Wyjechał bez słowa, potrzebując odpoczynku i zrozumienia, zrzucenia zaciskającej się na twarzy, wbijającej w delikatną skórę żelaznej maski. Był słaby i zniszczony, choć pośród najbliższych współpracowników grał niewzruszoną, bezlitosną bestię. Wendigo.

Tradycje były dla niego święte, niemożliwe do naruszenia. Łamiąc zasady Mateczki Rosji czuł się jak śmieć, który nie zasługiwał na jej błogosławieństwo. Powrót w rodzinne strony wydawał się niemożliwy, a hańba przyniesiona prawdziwemu nazwisku spływała po nim hektolitrami, od momentu podpisania papierów. Była czymś, czego nie potrafił domyć, choćby godzinami tarł podrażnione dłonie pod wrzącą wodą w kranie.

Opadł na pościel obok Javiera i spojrzał w sufit, splatając dłonie na klatce piersiowej. Całe jego życie wywracało się do góry nogami, w lustrze widział zupełnie innego człowieka, który nijak pasował do legend rozsiewanych po ulicach Los Angeles. Zmieniały się jego potrzeby, często napędzane wspomnieniami z norweskiej tundry i dlatego pojawił się w drzwiach Perei, kolejny raz pragnąc ciepła jego latynoskiego ciała.



[ And I'd sing a song that'd be just ours
But I sang 'em all to another heart ]



Javier Castillo Perea
wiek:57 lat/a
wzrost:185 cm
dzielnica:Hollywood Hills
mów mi:Pocieszny Gracz
Awatar użytkownika
Lekarz
Salon Chastaina
Aconitum lycoctonum
Try me
I saw magic in his eyes.
Dirty, dark, beautiful magic.

Usta Javiera drgnęły na słowa mężczyzny. Jurij nigdy się nie z a p o w i a d a ł, przeczyłoby to bowiem jego naturze. Pojawiał się nagle jak burza śnieżna, zostawiając za sobą spustoszenie, w którym Perea odnajdował pewnego rodzaju przyjemność. Nie był w stanie walczyć z żywiołem i nawet zaryglowane porządnie drzwi nie uchroniłyby go od tej rozkosznej destrukcji.
Pod tym względem, Mathias był zupełnym przeciwieństwem Rosjanina – przewidywalny, spokojny jak letnia bryza, zbyt delikatny by wyrządzić prawdziwą k r z y w d ę [ i zapewne zmieniłby zdanie gdyby tylko wiedział, jak za kilka lat zniszczy go jego śmierć ].

Pozwolił by uważne, chłodne spojrzenie prześlizgnęło się z uwagą po jego ciele, ledwo osłoniętym jedwabiem. Znał ten wzrok – czuł go często, pomimo tego, że nigdy nie prowadziło do bliskości. Łaskotało jego kark, wypalało ścieżki na śniadej skórze. Zostawało jeszcze na długo po tym jak drzwi się zamykały, a w chacie ponownie zapadała cisza. Gdyby mógł wybrać ulubiony fragment ich spotkań, wybrałby właśnie to - spojrzenie pełne niewypowiedzianych słów i ledwo wyczuwalny dotyk, podsycający równie niewypowiedziane pragnienia.

Perea miał słabo rozwinięty odruch wstydu, także i tym razem ani myślał zasłonić bardziej niechlujnie przesłonięte, delikatnie spocone ciało.

Z Jurijem po prostu się ż y ł o. Nie było instrukcji obsługi po którą można było sięgnąć, jednak czasami działały najprostsze gesty – naiwnie sądził, że i tym razem wywoła odpowiednią reakcję. O tym, że się mylił zorientował się w chwili, kiedy palce zacisnęły się na jego przegubie, a on z całą mocą został przyciągnięty do Rosjanina, praktycznie wbijając własne ciało w jego.

–– Jurij –– nagłe westchnienie wydobyło się z portorykańskich ust. Płomień zastąpił krew, zamieniając się w rzekę lawy płynącą przez całe jego ciało. Nie wyrwał dłoni, drugą, odruchowo opierając na jego ramieniu. Zacisnął zęby, gdy miękkie wargi pieściły bok jego szyi, zmuszając Mathiasa by był tego świadkiem – nagłej bliskości, braku obrony ze strony Javiera [ jego drżeniu, które z daleka mogło nie być wyczuwalne, ale Rosjanin mógł wyraźnie czuć je pod palcami, gdy pochwycił rozgrzane udo gospodarza ].

Każdy pocałunek na skórze palił.

Każdy oddech podsycał wspomnienia i tęsknotę za dotykiem wytatuowanego ciała.

Obrócił głowę słysząc szept. Najpiękniejszą z perwersji, zapewne zrozumiałą jedynie dla nich. To była nie tylko groźba.

To obietnica.

–– Cabrón –– syknął, odnajdując stalowe tęczówki mężczyzny. Palce wytyczyły ścieżkę od ramienia do karku Jurija. Zacisnęły się na nim mocno, w pewnego rodzaju skarceniu, chociaż wargi zetknęły się z szorstkim policzkiem Rosjanina.

I w tej jednej chwili, gdy tylko go objął i uniósł, spojrzenie zza ramienia nowoprzybyłego gościa padło na zdumionego Mathiasa.

Stał tam. Tak po prostu, zaciskając resztę ubrań w garści. Rumiany – albo z zawstydzenia albo złości, a przejrzyste, niebieskie oczy wbiły się prosto w pociemniałe oczy lekarza.

–– Javi?

Problem w tym, że Perea sam już nie wiedział k i m jest. JAVIM - troskliwym, często milczącym i błyskotliwie zabawnym, czy Javierem, tym zadurzonym, zaczepnym i ognistym jak całe jego jestestwo.

Nogi zacisnęły się w koło bioder Rosjanina, a dłoń wplotła się w kosmyki włosów, pociągając za nie.

–– Później –– rzucił krótko, nie będąc w stanie wypowiedzieć więcej, bo każde słowo zagłuszyłby trzask drzwi.

Przepraszam.
Nie wiem jak to wyjaśnić.
Wynagrodzę Ci to.

Plecy Latynosa zetknęły się z materacem. Łóżko zaskrzypiało pod ciężarem obu ciał, ale dłonie nie oderwały się od ciała Jurija. Dopiero teraz zlustrował przystojną twarz, która z każdym miesiącem nabierała większego charakteru. Z każdym spotkaniem odnajdywał coś nowego, powstrzymując się przed zbadaniem nowej, delikatnej zmarszczki ze stresu, lub drobnego przebarwienia.

Ale Jurij był sobą. Grał własne przedstawienie, nigdy nie uwzględniając w nim osób drugich.
Ciepło zostało mu odebrane, a powieki Perei zamknęły się na ułamek sekundy. Dłonie opadły na pościel po bokach ciała, nie mając już w co się wczepić.

Czasami miał ochotę go przeklnąć.

[ Missing you comes in waves.
Tonight I'm drowning ]


Pozew rozwodowy.

Javier zmarszczył brwi, przetwarzając wolno jego słowa. Obrócił głowę, spoglądając prosto na profil Rosjanina.

–– To niespodzianka –– zauważył, obracając się na bok, o kilka centymetrów bliżej rozmówcy. Perea poznał go jako mężczyznę pełnego zasad, dla którego rodzina stanowiła największą świętość. Nie ważne ile razy sypiał z dziwkami, jak wiele żyć odbierał – Jurij wracał do klatki zwanej domem, znosił wybryki żony i zachcianki dzieci. Tkał idealne życie, nawet, jeśli w środku gniło.

W milczeniu wyciągnął dłoń, opierając ją na dłoni przyjaciela.

–– Przykro mi –– dodał ciszej. Nie było mu przykro z powodu straty żony, pieniędzy, które zapewne straci przy rozwodzie, czy dzieci, które również na tym ucierpią. Było mu żal nadziei pokładanych w idealnym obrazku, jego spalonych uczuć, p r z e g r a n e j po tak długiej i mozolnej walce. Dotknął palcami jego podbródka, kierując głowę Jurija w swoją stronę. Z policzkiem wciśniętym w poduszkę, spojrzał mu w oczy i troskliwie pogładził zmierzwione włosy.

–– Es mejor haber amado y perdido que jamás haber amado –– wyszeptał, nie tłumacząc cytatu. Nie dopytywał, nie naciskał, pozwalając by to Jurij wybrał odpowiedni czas by o wszystkim mu opowiedzieć. Perea tylko zbliżył się bardziej, opierając własne czoło o czoło przyjaciela.

–– Dlatego przyjechałeś?

Znowu uciekasz.
Znowu uciekasz do mnie.

Benedict Chastain
wiek:49 lat/a
wzrost:180 cm
dzielnica:Venice
mów mi:Daddy
Awatar użytkownika
zarządzanie zasobami ludzkimi
port, gabinet, sala tortur
Siberia
Z kontrrewolucją się nie rozmawia.
Do kontrrewolucji się strzela.
From the depths of hell in silence
Cast their spells, explosive violence
Russian night time flight perfected
Flawless vision, undetected

Norwegia była dla niego zupełnie innym rodzajem rzeczywistości. Wieczory przyjemnie dłużyły się podczas leniwego oglądania płomieni rozpalanych w kominku. Miękkość naturalnego włosia zdobiącego dywan relaksowała zmęczone mięśnie, a delikatna dla ucha muzyka płynąca z eleganckiego, staromodnego gramofonu sprawiała, że Jurij czuł się pozbawiony wszelkich trosk oraz ciężaru, który nosił na barkach dzień za dniem. Magia chłodnej tundry przywodziła na myśl dawne, syberyjskie dzieje, których pamięć pielęgnował nawet w historyjkach opowiadanych dzieciom na dobranoc. Wiedział, że nie może pojawić się na terytorium rodzimego kraju, a to skumulowane razem z problemami małżeńskimi zwyczajnie przytłaczało, wbijając nieprzyjemnie zardzewiałe gwoździe tęsknoty w napięty kark. Czuł się samotny, niezrozumiany, jak imigrant ledwo przekraczający granice nowego świata.

— Przyjechałem, bo jesteś jedynym, co teraz powstrzyma mnie przed rozlewem krwi w Los Angeles, Javi — przyznał cicho, gdy subtelny dotyk Latynosa obrócił jego głowę w bok. Spoglądał na mężczyznę łagodnie, choć widoczny w ciemnych tęczówkach smutek wylewał się jak pozbawione wilgoci łzy. Przez ostatnie miesiące działo się tak wiele, że nie wiedział od czego zacząć. Nie widział sensu w opowiadaniu Javierowi całej historii, która prawdopodobnie interesowała go tak bardzo, jak ostatnia fala upałów w Los Angeles, dlatego postanowił skupić się na najbardziej aktualnych informacjach i uczuciach, które rzadko komu zdradzał przez brak zaufania.

— Dawno nie byłem tak wkurwiony, Lisiczko zaczął, obracając się całkowicie na bok. Przymknął momentalnie powieki, dając chwili trwać i uspokajać zszargane nerwy. Rozgrzane ciało lekarza działało na niego jak narkotyk, przyciągając miękkością, kruchością i specyficznością zapachu latynoskiej skóry. Jurij wyciągnął do niego dłoń, powoli przesuwając szorstkimi palcami po cienkim materiale szlafroka osłaniającym ramię kochanka. Zsunął niepotrzebną warstwę, chcąc dostać się do zakazanego owocu, gdy przez gardło ledwo przechodziły pierwsze akordy cierpienia.

— Próbowałem wszystkiego. Wspólnie spędzonych wieczorów, wyjść na miasto, rozmów, prezentów, dni bez dzieciaków byleby odbudować to, czego oczekiwała ode mnie rodzina — mówił, wzdychając ze zrezygnowaniem. Niejednokrotnie żalił się Perei, że słabo idzie mu rozumienie potrzeb żony. Choćby szedł zgodnie ze schematami, wykorzystywał podpowiedzi od znajomych kobiet, stawał na pierdolonych rzęsach - zawsze było za mało. Jurij uśmiechnął się lekko, dochodząc do prawdopodobnie ulubionego momentu drastycznych wydarzeń.

— Moi ludzie znaleźli JEGO mieszkanie. Kochanka mojej suki, precyzując. Zajęli się sąsiadami i pilnowali go, dopóki nie przyjechałem na miejsce. Kiedy zobaczyłem tę prostacką, amerykańską mordę zacząłem zastanawiać się...dlaczego w jej oczach był lepszy ode mnie — zacisnął dłoń na gładzonym wcześniej ramieniu, przypominając sobie ukłucie w okolicach potylicy, jasno świadczące o pogwałconym ego Chastaina. Niechętnie podniósł się do siadu, wiedząc jak powracające emocje mogą wziąć górę nad opowieścią i wbijając wzrok w zamknięte drzwi kontynuował wywód.

— Miesiącami zamieniała mnie na tę wątłą, męską kurwę i rozpieszczała go moimi pieniędzmi, Javi. Pastwiłem się nad nim, sam nie wiem, około czterech godzin. Podpalałem. Biłem. Łamałem. Prawie rozrywałem go gołymi dłońmi. Później złapałem jego wiotką, spoconą szyję i po jednym, szybkim ruchu wszystkie jęki i krzyki ucichły — źrenice Jurija rozszerzały się z sekundy na sekundę, a dłonie zaciśnięte w pięści zaczynały drżeć jak w transie, gdy przed oczami Rosjanina pojawiały się obrazy z poprzedniego dnia. Gniew mieszający się z podniecającą dawką adrenaliny gniótł jego klatkę piersiową, a co można było dostrzec w cięższym oddechu. Mężczyzna przeniósł wzrok na swoje ręce i rozluźnił uścisk bielący kłykcie. Zaledwie wieczór wcześniej każdy palec zmoczony był czerwoną cieczą, która z wolna skapywała na ziemię.

Po chwili ciszy Jurij parsknął z bliżej nieokreślonym rozbawieniem. Bezsilność zaczynała grać pierwsze skrzypce, niszcząc kolejne fasady silnego charakteru.

— Ta zniewaga...ten obrzydliwy brak szacunku czuję na sobie nawet teraz. Po rozczłonkowaniu tego ścierwa postanowiłem wybrać się do Norwegii, bo zaczyna mi odpierdalać, wiesz? Nie mogę na siebie patrzeć — powiedział, ponownie padając plecami na miękką pościel. Uśmiechał się, ale niewiele to miało wspólnego ze szczerym i radosnym grymasem.

— Mam ochotę najpierw zapierdolić całe Los Angeles, a później siebie.




Javier Castillo Perea
wiek:57 lat/a
wzrost:185 cm
dzielnica:Hollywood Hills
mów mi:Pocieszny Gracz
Awatar użytkownika
Lekarz
Salon Chastaina
Aconitum lycoctonum
Try me
I saw magic in his eyes.
Dirty, dark, beautiful magic.

Odległe trzaśnięcie samochodowych drzwiczek i warkot silnika zmieszał się z ciężkim oddechem Jurija. Spojrzenie Javiera jedynie przez moment osiadło na szybie okna, by zaraz powrócić do twarzy swojego rozmówcy – przystojnej, chociaż dziwnie posągowej. Wzrok Perei złagodniał, wytyczając wolno ścieżkę od pustych oczu, aż do zaciśniętych wąsko ust Rosjanina. Palce same odnalazły szorstki zarost, potem linie szczęki, a na końcu kark, który uspokajająco rozpieścił paznokciami. Nie czuł potrzeby by skomentować powód jego obecności w tym zapomnianym przez Boga domu. R o z u m i a ł, podobnie jak rozumiał naturalne odruchy, jakie przejawiali. Przekroczenie wątłej i ledwo widocznej granicy, swobodny dotyk dłoni, śmiech tuż przy płatku ucha.

Wszystko od samego początku było naturalne.

Ciało jedynie na moment spięło się, pozbawione jedwabnego materiały, który zsunął się niżej, odsłaniając połowę spoconej i nagiej piersi.

Nie był pewien ile razy Jurij wspominał o swojej żonie. Za każdym razem Perea milczał i chociaż często zajmował się innymi rzeczami [ przygotowywaniem herbaty, suszeniem ziół albo krzątaniem się po domu ] to s ł u c h a ł. Nie był jednak upoważniony do dawania mu rad – kobiety były dla niego pewnego rodzaju zagadką, a definicja uczucia miłości Rosjanina znacznie różniła się od jego własnej. Teraz jednak zmarszczył brwi i uniósł się na łokciu, wyraźnie odrobinę poirytowany.

–– Pościg za oczekiwaniami innych nie sprawi, że będziesz szczęśliwy, Gatito. Oczekiwania nie zawsze idą w parze ze szczerością. I C H oczekiwania to ich wizja szczęścia. Nie Twoja. Mogłeś dawać jej wszystko...Ale to nie miłość. To wyobrażenie tradycyjnego domu i zawartego w nim uczucia. To nie Ty, Jurij. I ona o tym doskonale wiedziała –– powiedział szorstko, bardziej kierując ton w stronę prawie byłej żony Rosjanina, niż rzeczywiście w jego. Patrząc na wszystko z boku, Perea dostrzegał oczywisty wzorzec wygodnego życia w bogactwie, jednocześnie odnajdując szczęście przy kimś, kto nie mógł jej tego wszystkiego dać.

Westchnął, odsuwając dłoń by wypuścić mężczyznę i pozwolić mu usiąść. Przesunął opuszkami palców po linii jego kręgosłupa – wyczuwalnie, ale nie na tyle, by uznać sam dotyk za nachalny. A potem, wraz z pnącym się do karku dotykiem, usiadł, lokując się odrobinę za plecami mężczyzny. Dłonie pełzły jak wąż, zachodząc od boków, by ulokować się na brzuchu Rosjanina. Szorstki podbródek wsparł się o jego ramię, kiedy Javier przysłuchiwał się kolejnym słowom – wizji krwawego zabójstwa z rąk wściekłego Jurija pozbawionego ostatniej rzeczy, która utrzymywała jego człowieczeństwo. Śmierć nie przerażała Perei; jakiś rodzaj empatii został mu odebrany dawno temu i lepiej było do niej nie wracać. W Los Angeles czy w Norwegii, wszędzie zawsze przelewała się brutalnie krew. Mężczyźni, kobiety, d z i e c i. A on patrzył na to nie będąc wcale lepszym. Bo chociaż trucizny wydawały się bardziej subtelne, były równie przerażające i śmiercionośne jak poderżnięcie gardła. Javier nie lubił się uzewnętrzniać ze swojej przeszłości i pomimo otwartości względem Jurija, były rzeczy, które nadal skrywał głęboko w sobie.

–– Zabicie go nie pomogło, Si? –– mruknął, wzdychając ciężko –– Bo nigdy nie chodziło o niego i o nią. Tylko o Twoją Rosyjską dumę. Jesteś stworzony do tego by rządzić, Gatito –– wyszeptał mu cicho do ucha –– By posiadać. By zabijać, Wendigo –– ostatnie słowo niemal wymruczał uspokajająco, głaszcząc palcami zmięty materiał na brzuchu Jurija –– Ale oddzielaj rzeczy ważne od ważniejszych. Pozbywaj się tych, którzy Ci szkodzą i zastępuj ich tymi, którzy są Ci wierni. Twoja żona dała Ci dzieci. Dała Ci dziedzictwo. To wystarczający powód, by pozwolić jej odejść –– w pierwszej chwili wargi niemal zetknęły się z gorącą szyją mężczyzny. Coś natomiast tknęło Javiera, powstrzymując przed pieszczotą, dlatego odsunął się i wstał, poprawiając szlafrok i podchodząc do okna.

–– Spalenie swojego królestwa nie pomoże Ci utrzymać tronu –– dodał, uchylając nieznacznie skrzypiące okno. Poczuł na skórze szczypiący chłód i wziął głęboki wdech, wpatrując się w pokryte śniegiem drzewa. Mroźna warstwa topniała, przypominając o zbliżających się, cieplejszych dniach.

–– Chcesz się zabić przez nic nie znaczącego mężczyznę? Nie opowiadaj bzdur, Cabrón –– syknął, przybierając na powrót szorstki i karcący ton głosu. Obrócił się twarzą w stronę łóżka, prześlizgując się spojrzeniem po leżącej sylwetce Jurija.

Myśl, że miałoby go zabraknąć, że nigdy nie pojawiłby się na spróchniałym progu, wywołała nieprzyjemny, krótki dreszcz na karku Portorykańczyka.

–– Przygotuję Ci ciepłą kąpiel, a potem coś na sen. Kiedy będziesz spał, podjadę do Twojego domu i napalę w piecu –– Javier potarł lekko dłonią twarz i ruszył w stronę drzwi.

Benedict Chastain
wiek:49 lat/a
wzrost:180 cm
dzielnica:Venice
mów mi:Daddy
Awatar użytkownika
zarządzanie zasobami ludzkimi
port, gabinet, sala tortur
Siberia
Z kontrrewolucją się nie rozmawia.
Do kontrrewolucji się strzela.
From the depths of hell in silence
Cast their spells, explosive violence
Russian night time flight perfected
Flawless vision, undetected

Nie zgadzał się z podejściem Javiera, bowiem pomiędzy oczekiwaniami rosyjskiego tradycjonalizmu pojawiały się przebłyski prawdziwych pragnień mężczyzny. Choćby lata dokonywanych na ulicach Los Angeles egzekucji pozbawiały go człowieczeństwa, powroty do ciepłych i rozumiejących ramion zatrzymywały pierwiastki ludzkiej empatii wewnątrz Jurija. Subtelne gesty, niewiele znaczące słowa pociechy oraz leniwa cisza, która wieczorami odciążała spięte ramiona w akompaniamencie puszczanej z radia muzyki klasycznej składały się w piękny, choć oddalający się obraz życia idealnego. Blond loki dotychczasowo przejmujące główny kadr zaczęły rozpływać się w nicość, pozostawiając wyłącznie puste tło zawierające mieszki złota i smutek mądrych oczu bliźniaków, które pozbawione matki zaczną zadawać niewygodne pytania, na które odpowiedź zaboli je bardziej niż samo zniknięcie rodzicielki z drogiej, puściejącej emocjonalnie willi.

— To, że mam ochotę nie oznacza, że uciekłbym się do tchórzliwego samobójstwa, Javi. To metoda psów, które nie potrafią wziąć się w garść. To rozwiązanie słabych, zmarnowanych jednostek bez perspektyw. Ja mam perspektywy, teraz tylko nie mam z kim ich dzielić — prychnął oburzony. Rosyjska duma nie pozwalałaby mu na zakończenie historii w tak prosty, irracjonalny sposób. Choć w kieszeni otwierał się nóż pełen gniewu, Chastain nie zostawiłby dwóch dorastających pociech na pastwę rodziny zastępczej w postaci Ivana, który po śmierci władcy przejąłby tron, dopóki pierworodny syn nie osiągnie pełnoletniości. Rozwód obracał jego perfekcyjny świat o sto osiemdziesiąt stopni, dlatego potrzebował rewolucji wewnętrznej, zmiany niektórych planów oraz stworzenia nowych, dalekosiężnych. Teraz widział, że tracąc pozycję męża będzie musiał skupić się na roli ojcowskiej aż dwukrotnie. Raine nie mogła zostać odstawiona na drugi plan. Jako młoda, niezależna dziewczynka potrzebowała odpowiedniego przewodnika, który poprowadzi ją drogą pełną godności, w przeciwieństwie do jej kurewskiej matki.

Słysząc kroki lekarza kierowane w stronę drzwi, podniósł się z łóżka prawie natychmiastowo. Jego dłoń zamknęła w żelaznym uścisku nadgarstek kochanka, przyciągając go w stronę rozgrzanego ciała, daleko od wyjścia. Wendigo wypowiedziane dosłownie parę minut wcześniej zagotowało krew płynącą w żyłach Jurija, budząc jego zwierzęce żądze. Słodycz głosu mężczyzny odbijała się echem o wnętrze czaszki, a temat rozstania ledwo powstrzymywał Rosjanina przed rzuceniem się na roznegliżowaną sylwetkę.

— Nie potrzebuję snu. Potrzebuję ciebie — przyznał bez zająknięcia. Wbijał wzrok w skórę Javiera, doszukując się jakichkolwiek śladów jego nocy spędzonej u boku wiotkiego, norweskiego kundla. Ciepłym oddechem owiewał szyję lekarza, po chwili wilgocąc okolicę tętnicy szorstkim językiem.

— Widzę jak twoje myśli zaprząta ten dzieciak. Nijaki, prosty, normalny warknął z obrzydzeniem, zaciskając mocniej palce na przedramieniu Perei. Drugą ręką złapał jego czarne loki, odchylając głowę kochanka w tył, aby odsłonić gardło. Ludzie byli jak kruche lalki, w wielu miejscach podatni na śmiertelne zranienia, a odkrywanie tych miejsc niejednokrotnie wywoływało dreszcze, których obecność cholernie podniecała Rosjanina. — Wiesz, że on nie pasuje do twojego świata, Javi. Naszego świata — powiedział niższym tonem, wpatrując się ciemnymi tęczówkami w piękną, latynoską twarz. Przyglądał się jego płytkim zmarszczkom, drobnej mimice w okolicach ust i samym wargom, jednocześnie soczystym i zakazanym, nie tkniętym nawet raz. Wiedział, że to złamałoby niemo zapisaną umowę między nimi, prawdopodobnie niszcząc wszystko, co zbudowali przez ostatnie lata w głębi skandynawskiej puszczy.

— Tacy ludzie nie są w stanie zrozumieć przez jakie piekło przechodzimy. Jak wielu wyrzeczeń musimy dopuszczać się dzień za dniem. I nie zrozumie, jeśli kiedykolwiek powiesz mu prawdę o sobie — uśmiechnął się pobłażliwie, po chwili obracając ciałem Javiera tyłem do siebie. Znał ten schemat, bowiem decydując się na małżeństwo wiedział, że jego żona nigdy nie będzie popierała życia w samym centrum półświatka. Nienawidziła arsenału broni w specjalnie wydzielonym pokoju, ochroniarzy krzątających się po kuchni, gardziła nawet Ivanem odwiedzającym ich podczas niedzielnych, typowo amerykańskich spotkań przy grillowanych stekach.

— Tylko ja wiem, czego pragniesz — wyszeptał prosto do ucha mężczyzny, sunąc dłonią po jego klatce piersiowej. Zszedł niżej, palcami hacząc brzuch oraz drżące podbrzusze, aby na koniec złapać nimi krocze kochanka. Westchnął z zadowoleniem, drugą dłoń zaciskając na jego drobnej, rozgrzanej szyi. Zamruczał z zadowoleniem, raz za razem pozbawiając Portorykańczyka odrobiny tlenu, gdy usta obcałowywały opalone ramię oraz bark.

— Na kolana — rozkazał, popychając Javiera na podłogę. Rozrywając materiał, odrzucił własną koszulę niedbale na bok i sięgnął do skórzanego pasa, powoli rozpinając złotą klamrę.


Javier Castillo Perea
wiek:57 lat/a
wzrost:185 cm
dzielnica:Hollywood Hills
mów mi:Pocieszny Gracz
ODPOWIEDZ

Wróć do „retrospekcje”