Awatar użytkownika
Sportowiec & muzyk
To tu, to tam
Léonard Blanchar
Try me. :>
Life is tough, and things don't always work out well, but we should be brave and go on with our lives.
I przekona się o tym niezaprzeczalnie wielkokrotną ilość razy! Bo przy nim zaczynał do tego dostawać jakiegoś podwojonego ożywienia, co daje w rezultacie istne tornado, które jest praktycznie nie do zatrzymania. Oj często pozory mylą, a Léonard przekona się, że z Nixa naprawdę potrafi wyjść straszny diabeł! Na razie nie było mu dane uświadczyć go w takiej odsłonie do końca... Ale na pewno kiedyś to nastąpi, już on tego dopilnuje!
Uważaj, bo się wystraszę. — kontynuował przekomarzanki, będąc jedynie w coraz to lepszym humorze. Dawno w takim nie był! A właściwie wręcz... nigdy. Jasne, potrafił się śmiać, żartować, ale nie był to tak wysoki poziom, jaki osiągnął przy tym mężczyźnie. Ach, on dosłownie wyciągnął z niego tak wiele emocji przy okazji, których albo nigdy nie czuł wcześniej, albo w o wiele mniejszym stopniu! Tak, on sam czuł to samo i nie mógł zaprzeczyć, iż to był jeden z lepszych, jak nie najlepszy seks jaki kiedykolwiek z kimś miał!

Rzecz w tym, że on nie zdawał sobie kompletnie sprawy, że ten brak komplementów był związany z jego byłym partnerem, przez co nawet tego z nim chwilowo nie powiązał, ani na to nie wpadł. Zresztą on przytoczył to ogólnikowo, w końcu równie dobrze przed Alexem czy po nim mógł mieć kogoś innego i usłyszeć od tej osoby jakieś miłe słowa, prawda? Zwłaszcza że jest cholernie atrakcyjny, co za tym idzie wychwalanie go w niebiosa samo się cisnęło na język! Przynajmniej on myślał w ten sposób, dlatego się tak zdziwił usłyszawszy, iż nigdy nikt do niego tak nie mówił... Do tego jak tak pan prawnik nagle urwał dalszą rozmowę o tym, wpędziło go to w tylko głębsze rozkminy… miał ochotę dowiedzieć się o co tutaj chodzi! Jednak na tę chwilę wyjątkowo odpuścił, by nie psuć tak romantycznej atmosfery, plus to rzeczywiście był chujowy moment na poważniejsze konwersacje. A musiało to być coś grubszego, w innym wypadku dyskusja ta toczyłaby się dalej.
Phoenix po prostu... był niesamowicie zaskoczony! Tak jak się przyznał, nigdy w życiu się w nic nie zaangażował, zatem by mu nie przyszło do głowy, że Blanchar chciałby się z nim związać na stałe. Szczególnie że nie nastawiał się na miłość, skoro żył w błędnym przekonaniu, że nikt go nie pokocha, a on sam nie nadaje się do związku… I choć nic mu nie odpowiedział, dotarło do niego z opóźnieniem, że tak, właśnie to miał na myśli. Kiedy do jego uszu doszło, że on także smakuje jak migdały, strzelił buraka... — Poważnie...? — mruknął z niedowierzaniem, czując jak palą go policzki. Nie opierał się i dał się Léonardowi przyciągnąć do niego i z szerokim uśmiechem na twarzy ułożył się wygodniej na jego klatce piersiowej, przykładając ucho do mostka, coby posłuchać bicia jego serca. — No ja myślę! — zamruczał jak zadowolony kot pod wpływem jego dotyku i tego głaskania go po włosach. — Ja chyba nie zasnę… — westchnął ciężko, czując jak go wciąż nosiło, choć znacznie mniej niż na początku. To też nie tak, że nie odczuwał w ogóle zmęczenia, ale... zdecydowanie coś by jeszcze porobił!

Wbrew temu co Moon powiedział... sam nie zorientował się, kiedy odpłynął, zapewne od kojących dźwięków, które tak relaksacyjnie na niego wpływały, że ostatecznie zasnął w objęciach ukochanego. Z tym, że prawdopodobnie obudził się wcześniej od niego, niemniej... widok śpiącego Léosia tak go urzekł, że nie miał serca go wyrywać z krainy snów! Dlatego leżał sobie przy nim, opatulony jego ramionami i wpatrywał w niego z maślanymi oczami jak w jakiś obrazek! Od czasu do czasu muskał opuszkami palców a to jego policzki, a to kosmyki włosów, robiąc to jednocześnie tak delikatnie, by nie przeszkodzić mu w wypoczynku, który mu się należał. Czuł jak w dalszym ciągu rumieńce okalają jego lica. Był taki szczęśliwy, w co nie potrafił tak do końca uwierzyć! Te drobne gesty były też trochę taką chęcią nieustającego przekonywania się, ilekroć go dotknął, że jest jak najbardziej prawdziwy, a nie jakimś wytworem jego wybujałej wyobraźni...
Dopiero jak zobaczył, że ten przystojniak otwiera swe oczy... posłał mu uroczy uśmiech.
Dzień doberek panie ciacho! Mam ochotę na tą obiecaną kąpiel… — zachęcił go tym kusicielskim głosem i nie, to nie przez tyłek. Owszem, miał takie dziwne uczucie, lecz to było tyle co nic, natomiast o bólu mowy nie było! Ot, marzyło mu się spędzić z nim przyjemnie czas w wannie pełnej wody! Złożył na jego ustach namiętny, powitalny pocałunek, nie chcąc się od niego odklejać.

Léonard Blanchar
wiek:24 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Bel Air
mów mi:Bianka
No, god please no.
Awatar użytkownika
Prawnik/Szef Mafii
Kancelaria Blanchar
Phoenix Moon
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja, pamiętaj o tym.
"Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwić. Są nie do usprawiedliwienia. Po prostu się je robi. A potem o nich zapomina."
Kiedy tak, nim zasnął przekomarzał się z Nixem, nie przestawał się uśmiechać i głaskać policzka tego, z którym spędził tak przyjemne chwile. W dodatku podwójne! Tak to jeszcze się nie bawił, a przynajmniej nie tak, że czuł to przyjemne ciepło na sercu, te dreszcze przechodzące przez całe jego ciało. Nic zatem dziwnego, że kąciki ust unosiły się ku górze słuchając ukochanego.

I chociaż bardzo się starał nie zasnąć tak szybko, żeby to jeszcze porozmawiać z Phoenixem, tak było mu strasznie ciężko.
-Poważnie, poważnie, smakujesz jak migdały.-ponieważ urocze rumieńce Moona mu się spodobały, powtórzył to, co powiedział wcześniej, aby te nabrały silniejszych rumieńców.-Zaśniesz, zaśniesz…-zasypiał coraz bardziej i bardziej, aż doszło do tego, że naprawdę znalazł się w krainie marzeń.

Nie miał koszmarów. Pierwszy raz od dłuższego czasu spał spokojnie, czasami przytulając śpiącego Nixa do siebie. Robił to jakby chłopak śnił mu się cały czas, albo wyczuwał jego obecność i chciał chronić, nawet wtedy byli pogrążeni w krainie marzeń.

On spał naprawdę długo, ale było mu to potrzebne. Nie tylko stres z niego zszedł, bo pan Blanchar również denerwował się tym ich pierwszym, tak bliskim spotkaniem, ale też miał ciężkie dni. Myślał o rzeczach, o jakich powinien na trochę zapomnieć, aby spojrzeć na nie świeżym okiem. Przy Nixie było to możliwe. I chociaż obudził się, to nie pokazał tego od razu. Był ciekaw, co chłopak zamierzał robić. I nie ukrywał tego, że to głaskanie po głowie, mierzwienie jego włosów, czy dotykanie opuszkami palców jego twarzy było bardzo miłe. Dlatego uśmiechnął się, otworzył powieki i od razu zaczął głaskać policzek Nixa.

-No dzień dobry, Słodziaku.-ucałował ukochanego w czoło.-Wyspałeś się, kochanie?-zapytał, aby mieć pewność, że ten się wyspał.-A jak się czujesz? Nic cię nie boli, Moonieś?-dopytał i oddał ten słodki pocałunek na powitanie.-Chodź tutaj.-przekręcił się na plecy, ciągnąc Nixa na siebie.
Dzięki temu, nie dość, że mógł go przytulać, to jeszcze patrzeć w te piękne, ciemne spojrzenie.
-Ja również, ale mam jeszcze wielką ochotę poleżeć w łóżku i nacieszyć się moim skarbem.-zaczął głaskać Nixa po głowie.

Max, który przyszedł nad ranem, tylko podniósł łeb, zmierzył ich wzrokiem i poszedł dalej spać.

-Jak się wczoraj podobało? Spełniłem twoje oczekiwania?-ucałował ten okrągły nosek.-Bo ty moje tak, nawet bardzo.-nie mógł oderwać od niego wzroku.-Jesteś taki piękny, wiesz? A wczoraj, kiedy się kochaliśmy…dziękuję, że mi zaufałeś.-przytulił go do siebie, delektując się jego ciepłem.-Mój Nixio. Nie oddam cię nikomu, pamiętaj. Po wczorajszym sobie ciebie przywłaszczam, na dobre.-oznajmił szczerze, z lekką nutą rozbawienia.-Zapamiętaj to sobie, Moonie.-pacnął go w nosek i wrócił do przytulania.
Mógłby tak leżeć cały dzień, tak mu było dobrze z ukochanym Nixem!

Phoenix Moon
wiek:34 lat/a
wzrost:184 cm
dzielnica:Arts District
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Sportowiec & muzyk
To tu, to tam
Léonard Blanchar
Try me. :>
Life is tough, and things don't always work out well, but we should be brave and go on with our lives.
Nie miał pojęcia, co ma więcej dodać do tego podkreślenia, jedynie szerzej się doń uśmiechnął na potwierdzenie jego smakowania jak migdały. Ponadto czuł, jak czerwoność na jego twarzy uwydatniła się znacznie mocniej. Tak speszony to chyba też nigdy nie był! Jasne, był przyzwyczajony do komplementów; tyle ich słyszał od wielu osób, niemniej te nie robiły na nim tak piorunującego wrażenia jak te, które co rusz dostawał od Léonarda. Nic dziwnego, że finalnie sam zasnął niespodziewanie, mimo że był święcie przekonany, iż mu się to nie uda, gdyż tylu wrażeń jak na jeden dzień za cholery też jak dotąd nie zaznał!

Mimo uciążliwych rozterek, które Phoenix niezaprzeczalnie odczuwał w swoim niespokojnym sercu... z nikim nie było mu tak dobrze jak z Léonardem ani nie czuł się tak niesamowicie szczęśliwy! Poza tym miał potworny mętlik w głowie i sam nie wiedział, jak to wszystko ogarnąć, stąd te wszystkie jego wcześniejsze zaskoczenia, kiedy ten mu co chwila mówił jak bardzo go kocha... I choć na razie nie był w stanie normalnie wypowiedzieć tych dwóch jakże pięknych słów na głos ani potwierdzić słownie poza mówieniem tego po koreańsku, w głębi swego serca już wiedział kto jest jego prawdziwym wybrankiem. Zwłaszcza że przecież to w nim był jako trzynastolatek prawdziwie zakochany (nieważne że aktualnie nie był tego jeszcze świadomy) i to on był mu przeznaczony... Ale te towarzyszące mu wciąż uczucia wobec Milo, których nie potrafił rozgryźć wcale tu nie pomagały. Jednak póki co nie miał najmniejszej ochoty tam do niego wracać, choć chcąc nie chcąc będzie musiał — w końcu obiecał to jego ojcu, to była jego aktualna praca i nie chciał ponownie nawalić spraw jak to ostatnio zwykł robić. Poza tym kwestia jego osobistego bohatera również się wyjaśniła. To był Blanchar, nie tamten jak do niedawna mu się wydawało. I to zapewne wszystko mu ułatwi, choć na chwilę obecną sam nie wiedział jak to wszystko rozwiązać. Bardziej może chodziło też o to, że... nie chciał nikogo zranić, choć wybór powinien być tu absolutnie oczywisty, tak musiał to jeszcze sensownie poukładać, by znowu czegoś koncertowo nie spierdolić. Niemniej odnosił wrażenie, że Han i tak nie poczuł tego samego co on przez stosunkowo krótki czas; ani krzty jakiegokolwiek zauroczenia, więc wątpliwości winny być rozwiane. Najgorzej będzie to z nim osobiście poruszyć, lecz... wszystko w ten czy inny sposób w nim krzyczało, by pozostać przy Léosiu. Szczególnie że ten już go sobie w zasadzie „przywłaszczył”... och, jaki miał teraz przeogromny chaos myśli to tylko czarnowłosy chłopak wiedział! A takiego rodzaju mieszanki pozytywnych uczuć przy nikim nie odczuwał. Pan prawnik sprawił, że tak zwane motylki latały mu w brzuchu, patrzył na niego maślanymi oczami i generalnie rozpalał w nim po całości ogień, który rozprzestrzeniał się po całym jego wnętrzu, a on dosłownie przez niego płonął, co było odczuwalne przy rozgrzanej skórze, nie wspominając o tych jego rumianych policzkach. A może po prostu ciężko było mu uwierzyć, iż mężczyzna jest realny, że tak po prawdzie jego marzenie dziecięcych lat właśnie się spełniło...? Niestety to także się przeplatało, dlatego też musiał się kilkukrotnie upewniać czy aby na pewno leży z nim tu i teraz w tym jakże wygodnym łóżku...

Tak, on również nie miał koszmarów i to go mile zaskoczyło! Boże, jakie to cudowne uczucie… pierwszy raz od dawna nie wyrwał się nagle ze snu przez dręczące go mary nocne. Kolosalna ulga! I to było jedną z tych rzeczy, które przemawiały definitywnie za tym, że to właśnie w nim znalazł swą bratnią duszę. Z tego wszystkiego sam zapewne spał długo jak na siebie, czego najwyraźniej i on potrzebował, aczkolwiek… zbudził się przed Léonardem jak już wiadomo. Albo przynajmniej… tak mu się wydawało! Uśmiech mu się powiększył uświadczywszy ten należący do… jego faceta? Tak mógł go już określać...?
Gdy ten począł gładzić zaś jego policzek, przytknął jedną ze swych dłoni do tej należącej do starszego mężczyzny, by mocniej ją doń przycisnąć.
Owszem! W życiu tak dobrze nie wypocząłem. Dzięki twojej obecności… nic złego mi się nie śniło, wręcz przeciwnie. — przyznał szczerze, odrobinę zbyt podekscytowanym głosem. Czuł jak go dosłownie nosi, w związku z czym raczej nie będzie mógł usiedzieć w jednym miejscu, na co Blanchar musi być przygotowany! — Nje. Mam dziwne uczucie w tyłku, ale znośne, przeżyję. — zachichotał, bo taka była prawda, nic nie ściemniał! Zresztą nie bolało go też zaraz jakoś przesadnie, na pewno nie na tyle, by nie być zdolnym do siadania. Nie oponował, kiedy został przez niego przyciągnięty, toteż opadł bezwładnie całym swym ciężarem prosto na jego klatkę piersiową. — No to mamy problem... ja już mam dość gnicia w wyrze! — nadął policzki jak to miał w zwyczaju robiąc w tym momencie bardziej udawanego foszka, choć mówił to tak pół żartem, pół serio! Może tego chwilowo nie przyzna, ale cudownie mu się tak z nim leniło. Choć z drugiej strony przez rozpierającą go energię, co było jego charakterystyczną cechą wątpliwe, że to się długo utrzyma, cóż!

Ten jeszcze się pyta... ba! Przebiłeś je! — wytrajkotał promiennie w takim ździebko żartobliwym wydźwięku, acz prawdziwość tej wypowiedzi można było też bezproblemowo wyczytać z tych jego ciemnych oczu, które aktualnie świeciły się tak bardzo jasno! — Cieszę się, że stanąłem na wysokości zadania. — sam nie miał pojęcia, czemu z taką swobodą szło mu tak się z nim przekomarzać, ale był w tak znakomitym humorze, że aż samo cisnęło się na język! — A ty nieziemsko przystojny… niczym jakiś bóg! A to… z jakiegoś powodu czuję, że mogę ci ogółem ufać… k-kochanie… — to ostatnie nieznacznie wyjąkał, bo to akurat nie do końca przychodziło mu z taką lekkością, jak cała reszta, głównie przez to, że nadal był nieco pogubiony w tym co tak właściwie czuje… Kolejne słowa wprawiły go jawnie w sporą konsternację! — Um… a co jeśli cię zawiodę w jakiś sposób...? Boję się, że przez moje rozchwianie emocjonalne coś się zjebie… albo nie wiem, rozczarujesz się czy coś... Czyli ty naprawdę… chcesz s-się ze m-mną z-z-związać tak na… z-zawsze? — tym razem nutka niepewności wdarła się w jego głos, aż zaczął trochę uciekać wzrokiem! Do tego zrobiło mu się strasznie gorąco, co było zapewne wyraźnie widoczne na jego buźce, którą wcisnął w jego pierś tym swoim okrągłym noskiem do przodu, który na końcówce się częściowo spłaszczył. — Wybacz, że tak dopytuję i się upewniam, ale... to dla mnie taka nowa sytuacja, że aż nie wiem co powiedzieć! — wypowiedział to trzymając usta przy nagiej skórze, przez co jak mówił mogło to być ciut zniekształcone. Tak czy siak… był z nim bardzo szczery do bólu! I może się wyjątkowo wstydził, tak chciał w tym przypadku by jego ewentualny wybranek wiedział, jak się z tym czuł i dzielił się z nim swoimi obawami, które go jednak w dalszym ciągu ogarniały...

Léonard Blanchar
wiek:24 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Bel Air
mów mi:Bianka
No, god please no.
Awatar użytkownika
Prawnik/Szef Mafii
Kancelaria Blanchar
Phoenix Moon
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja, pamiętaj o tym.
"Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwić. Są nie do usprawiedliwienia. Po prostu się je robi. A potem o nich zapomina."
Léonard na ten słodki i uroczy widok, jaki teraz miał przed oczami, kiedy Phoenix dotykał jego dłoni swoją i lekko dociskał uśmiechał się.

-Miło mi to słyszeć, Nixiu.-dodał, nie przestając unosić kącików ust ku górze.-Ja również dobrze spałem, dzięki twojej obecności obok.-delikatnie gładził rumiany policzek ukochanego.-Nie miałem żadnych koszmarów, a wręcz przeciwnie, same przyjemności…-pochylił się, aby czule pocałować Nixa.-...nawet ty tam byłeś, kochanie.-zaczesał kilka ciemnych kosmyków za ucho Phoenixa.-Hahaha!-zaczął się śmiać i głaskać Nixa za uchem.-A to normalne, nie przejmuj się.-zapewnił zaglądając mu w to ciemne spojrzenie.

To, którym uraczył Nixa mogło mu powiedzieć naprawdę dużo. Zapewne, tyle czułości to chłopak jeszcze nie widział w spojrzeniu ze strony drugiej osoby, czyż nie?
-No i to poważny problem, bo mi jest piekielnie dobrze w łóżku, z tobą w ramionach, kochanie.-przyznał otwarcie, uważnie obserwując przytulającego się do niego Nixa.-I mógłbym przysiąc, że z tobą jest dokładnie to samo.-zaśmiał się, ponownie z resztą widząc jak chłopak ufnie się w niego wtula.
Jak taki uroczy kotek, na które niestety Léonard miał alergię. Znaczy, wróć na tego jedynego nie miał! Dobrze dla niego, dla nich obydwu.

-Twoje oczy tak pięknie lśnią…-skomentował ten błysk w oczach Nixa, który teraz mógł obserwować.-A żebyś wiedział, że stanąłeś.-ucałował ten okrągły Nixowy nosek.-B…bez przesady, do boga to mi daleko.-zarumienił się na ten cały komplement.-Awww…-skomentował nazwanie go “kochaniem” przez chłopaka, w tak niepewny sposób.
I potem się dziwić, że Léonard uznał go za słodkiego! No nie dało się!
-Chodź tu.- chciał podnieść Nixa, ale widząc jak ten się bardziej wstydzi, uznał, że da mu możliwość ukrywania się, więc naciągnął mocniej kołdrę, aby ten mógł się tak dalej skrywać i słodko rumienić.-Czemu od razu zakładasz najgorsze, co?-potarł energicznie ramię ukochanego, dociskając go bardziej do siebie.-I czemu miałbym się zawieść?-zapytał.-Rozchwianie emocjonalne można leczyć z pomocą psychologa lub miłości. -pocałował Nixa w czoło.-Przynajmniej tak mi mama powtarzała.-wyjaśnił.-Dobra, spójrz na mnie, proszę.-poprosił, delikatnie unosząc Nixa tak, aby mógł mu spojrzeć w oczy.-Tak, chcę z tobą być. -zaczął.-Chcę być twoim ukochanym, oczywiście, jeśli ty również tego chcesz.-odpowiedział, dając chłopakowi znać, że i tak do niczego go nie zmusi.

To miał być jego wybór. I jeśli go odrzuci, to jakoś do przeżyje, ale nie przestanie go kochać, a tym bardziej chronić, tak jak to robił do tej pory…i tu, tak Léonard się zamyślił przez chwilę, bo to spojrzenie, to ciemne spojrzenie Nixa strasznie przypominało mu pewnego chłopaka, którego spotkał za młodu. Czy to mogła być ta sama osoba, ten młodzian, na jakiego przypadkiem wpadł nim zniknął po śmierci Alexa? Nie, chyba nie, chociaż…nie zapyta o to później, bo teraz nie miał do tego głowy, a i pora nie była odpowiednia. Jeszcze by tu nastrój popsuł, a po co?

Léonard pozwolił, aby Nix dalej ukrywał się przed całym światem, w jego ramionach, tak długo jak tylko chciał. I nadal uważał, że ten zawstydzony Phoenix Moon wyglądał uroczo, słodko i niewinnie i chciałby go takiego częściej oglądać.

-W porządku, nie musisz mi się tłumaczyć, kochanie.-pokiwał głową.-Pewnie musi być ci dziwnie, że ledwo co się poznaliśmy…-zaczął liczyć na palcach, ile to już czasu się znają.-...a już wyznaję ci miłość i jeszcze zabieram do domu, do łóżka, dając ci wszystko co mam…-on kochał Nixa już od dłuższego czasu.

Nawet nie zauważył kiedy, a jego serce zabiło szybciej z powodu Phoenixa Moona. Jednak, póki co, nie mógł mu tego powiedzieć, przynajmniej nie teraz. Dla jego dobra.

-Widać, miłość od pierwszego wejrzenia istnieje naprawdę.-zaśmiał się, opierając policzek o czubek głowy Nixa.-Mogę tak leżeć przez cały dzień i nie ruszać się z łóżka.-zamknął powieki.-Nic więcej nie jest mi do szczęścia potrzebne, bo mam już wszystko…-on to w sumie by się jeszcze przespał, tak mu było błogo w towarzystwie Nixa.

Nic dziwnego, że znowu zaczął przysypiać i po chwili….spał z wtulonym policzkiem w czubek głowy Nixa, obejmując go czule i dociskając do siebie, jakby był jego najcenniejszym skarbem. Skarbem, który skrywał przed całym światem.

Phoenix Moon
wiek:34 lat/a
wzrost:184 cm
dzielnica:Arts District
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Sportowiec & muzyk
To tu, to tam
Léonard Blanchar
Try me. :>
Life is tough, and things don't always work out well, but we should be brave and go on with our lives.
Jego uśmiech był taki piękny, że aż Nix się topił na ten widok! Normalnie tonął w tych jego cudnych oczętach...
Cieszy mnie to Léoś. — powiedział promiennie, nie przestając na razie gapić się na niego tym swoim rozmarzonym wzrokiem. — Ciebie także dręczyły koszmary...? To nic fajnego... — tutaj ciężko westchnął na samo wspomnienie tych okropnych snów, przez które ledwo sypiał po nocach, które nie chciały dać mu świętego spokoju... Nic nie pomagało, nawet psychologowie. Aż do dziś... wystarczyła obecność kogoś, kto poruszył mocniej serduszkiem i one zniknęły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! — Poważnie? Wiesz... ty w moich też. — puścił mu perskie oczko i nic nie ściemniał. Istotnie mu się śnił i to był jeden z najprzyjemniejszych snów, jakie kiedykolwiek mu się przyśniły! Kiedy Blanchar zaczął się śmiać, on się doń przyłączył. — A kto powiedział, że się przejmuję? — to było pytanie retoryczne, powiedział tak celowo, z takim chytrym uśmieszkiem. Och nie... takiego ogromu czułości w czyimś spojrzeniu w życiu nie uświadczył; nawet w tym należącym do jego mamy tyle jej nie było! Urzekało go to wielce. — Owszem, dobrze mi w twych ramionach, ale… jestem niespożytą kulką energii, nie jestem w stanie usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu. Lojalnie cię ostrzegam! — wybuchł gromkim śmiechem, aczkolwiek taka była prawda, a teraz czuł się tak szczęśliwy, że go nosiło i wątpił w to, że da radę się lenić przez resztę dnia. Nie po takiej intensywnej i wspaniałej nocy!

Lśnią, bo jesteś cudowny. Pff, nie przesadzam. Nie dość, że dla mnie jesteś bohaterem... to przystojniakiem do schrupania! Na moje to bezapelacyjnie definicja boga. — zachichotał, po czym cmoknął go uroczo w usta, co nie trwało długo, ale za to było czułym gestem! Dla niego on był przesłodki jak się tak czerwienił od jego komplementów, temu zaprzeczyć się nie dało! — Jak ty się ślicznie rumienisz, awwwww… — nie mógł się powstrzymać no, po prostu musiał!
I teraz doszło do momentu, w którym Phoenix tak bardzo się speszył! Okazał tym samym swoje obawy, które go nagle dopadły. — Mówiłem ci już wcześniej, że nie znam się na związkach? Nie mam pojęcia, jak to działa... i chyba coś poczułem do Milo, ale bez wzajemności... a po tym wczorajszym wyzwoliłeś we mnie emocje, których nikt nigdy nie wyzwolił, wiesz...? Takie rozchwianie emocjonalne miałem na myśli... no bardziej rozterki. Srycholog... czuję, że w moim przypadku to drugie będzie skuteczniejsze... — ostatnie zdanie wypowiedział nieco ciszej, jeszcze na chwilę chowając twarz w jego piersi. Starał się skleić to co chciał mu przekazać w coś sensownego, lecz nie był pewien czy mu to wyszło. Miał aktualnie lekkie problemy w przekazywaniu swych myśli. Kiedy go jawnie o coś poprosił, w końcu przestał przyciskać ten swój okrągły nosek do klatki piersiowej i odważył się spojrzeć mu prosto w twarz, choć wyraźne czerwone placki w dalszym ciągu okalały jego lica. Słysząc te słowa, jego serce znowu przyspieszyło swój rytm i biło jak oszalałe! — Czy to dzieje się naprawdę...? O matko, mam faceta, aaaa! Tak, ja również chcę tego samego najdroższy! — może teraz jego głos brzmiał bardziej jak pisk radości, ale nie ukrywał, iż cieszył się jak małe dziecko na tę wieść. Tym razem określenie go czułym słówkiem wyszło mu o wiele lepiej i już się tak nie jąkał i nie motał! Nie mógłby go odrzucić, a gdzie tam! To oczywiste, że odwzajemniał jego miłość, tylko było to dla niego takie nowe uczucie, że sam nie był pewien, jak się powinien zachowywać! Z tego szczęścia, rzucił mu się bardziej na szyję i wpił namiętnie w jego usta, wkładając w ten pocałunek wszystko to, co do niego poczuł i właściwie... czuł od dawna, ale nie był tego jeszcze do końca świadom.

Zmarszczył brwi, czoło i nos, nadymając polichy. Oj jak on nienawidził tych dwóch słów! — To już nie można nic powiedzieć, a od razu musi być tłumaczeniem się? Mówię, co czuję, tyle... — prychnął, pokazując jawną dezaprobatę i widać było po samej reakcji i tonie jak go wkurwiało, gdy ktoś do niego tak mówił. — Nie jest mi dziwnie... odnoszę wrażenie, że my się wcale nie poznaliśmy dopiero co... czuję się tak, jakbym znał cię od zawsze. Zresztą ilość nie ma znaczenia... ja nie spodziewałem się, że ktoś kiedykolwiek wyzna mi miłość w tak piękny sposób. — uśmiechnął się do niego słodko, sięgając dłonią do jego polika, aby nią go po nim pogładzić. Poza tym, że już został uświadomiony o tym, iż to Léonard go uratował z tamtego dramatycznego wypadku, dowiedział się też, że to on był tym, co wygrał mu w wesołym miasteczku long cata... To nie mógł być przypadek. Musiało być o wiele więcej takich sytuacji i powoli styki w jego mózgu zaczynały stykać! W rzeczywistości on kochał go od dawna... a to uczucie odżyło wraz z dniem, w którym Blanchar pojawił się w jego życiu na nowo. — Masz absolutną rację. — nie mógł temu zaprzeczyć, sam z dniem dzisiejszym wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia! I tak, Moon zakochał się w nim jako ten trzynastoletni chłopiec i nawet jeśli tego chwilowo nie pamięta... to jest niepodważalne potwierdzenie, że tak, taka miłość się zdarza, istnieje! — Ja bym tak nie mógł bezczynnie leżeć cały boży dzień, ale co do drugiego zgodzę się. Mnie też nie jest nic więcej do szczęścia potrzebne. Mam ciebie i to mi wystarcza! — te oto słowa wyszeptał mu prosto do ucha, którego płatek delikatnie przygryzł. Phoenixowi też było niewątpliwie błogo przy jego ukochanym, ale... za bardzo go nosiło, by miał większość czasu wylegiwać się w łóżku!
Eeej no, nie usypiaj mi tu pan! To ja mam propozycję... przenieśmy się do wanny, tam sobie dalej podrzemiesz, co ty na to? — kiedy to wypowiadał, chwycił go za ramiona i nim delikatnie potrząsnął. O ile w ogóle to do niego dotarło... a jak nie, wyciągnął rękę do szafki, na której leżał jego telefon i zaczął sobie pykać w jakieś gry. On spać nie zamierzał!

Léonard Blanchar
wiek:24 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Bel Air
mów mi:Bianka
No, god please no.
Awatar użytkownika
Prawnik/Szef Mafii
Kancelaria Blanchar
Phoenix Moon
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja, pamiętaj o tym.
"Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwić. Są nie do usprawiedliwienia. Po prostu się je robi. A potem o nich zapomina."
Niestety ten tutaj pan Blanchar był nadal zmęczony, dlatego to, o czym rozmawiał z Phoenixem owszem zapamiętał, ale nie zdążył się odnieść. Powód? Zasnął. Dlatego, jak tylko się przebudził, po jakiejś godzinie, zamierzał sobie z Nixiem porozmawiać, nawiązać do jego słów, ale póki co, słysząc odgłosy jakiejś gierki udawał, że śpi. Czasami otwierając ostrożnie powiekę i wyczekując odpowiedniego momentu, gdy ten łobuz był zajęty graniem, jak mniemał wyprowadził atak. Prawą ręka sięgnął tak, aby objąc grającego w pasie, a drugą pojmać za nadgarstki i przyciągnął do siebie.

-O ty gnoju jeden.-wpił się ustami w zagłębienie szyi Nixa.-Co to, za siedzenie z telefonem w ręku, kiedy ja śpię?-wycałował szyję ukochanego, a potem ucałował go w policzek.-Składam zażalenie, bo zamiast przytulania i czuwania nad moim snem, sobie tu grasz wredoto.-trzymał tak chłopaka, żeby ten mu czasem nie dał dyla.
Ale jakby chciał się wyswobodzić, to oczywiście by go puścił.
-Wyrokiem skazującym za ten haniebny czyn będą…-palcami przejechał po boczkach Nixa.-Łaskotki!-zawołał rozbawiony, dając ukochanemu nauczkę trwająca coś koło kilku minut.-Dzisiaj mnie koszmary nie męczyły, bo byłeś mi lekarstwem, ale wcześniej owszem.-przylgnął policzkiem do jego policzka.-To mówiłeś wcześniej, że jesteś kulką niespożytej energii, tak?-przekręcił głowę Nixa w taki sposób, by ten na niego patrzył.
Uśmiechnął się czule, do Phoenixa.
-I mówiłeś, że jestem cudowny, dlatego twoje oczy lśniły, tak?-wpatrywał się intensywnie w oczy ukochanego.-Powiedz, jeszcze raz, że się słodko rumienię, to dostaniesz kopa w tyłek.-powiedział rozbawionym głosem, wciskając palec w ten jego okrągły nosek.-Jeśli dobrze pamiętam…-podniósł się do pół siadu, aby Nix znalazł się między jego nogami.-...że nie byłeś nigdy w związku, prawda? To żaden problem, nauczysz się, jak każdy. A jak czegoś nie wiesz, lub będziesz mieć wątpliwości, przyjdź do mnie, dobrze?-objął go w pasie, a brodę ułożył na prawym ramieniu.
Nic mu w tym momencie do szczęścia nie było potrzebne.
-Za bardzo się przejmujesz wiesz? Czasami, pewnym rzeczom trzeba po prostu pozwolić płynąć, tak jak rzece.-ucałował Nixa w policzek, po czym wstał z łóżka.-O proszę, kogo przywiało.-pogłaskał Maxa, który już wpychał łeb na łóżko.-Chodź tu ty, gryzoniu.-zaczął bawić się z psem, to łapiąc za pysk, to dając się ugryźć.

Psisko, bo a jakże pomrukiwało z zadowolenia, ale widząc Nxia, to teraz na nim skupił uwagę. Kto to był? Poznawał ten zapach! Ale musiał dokładniej zbadać, więc już wciskał pysk i wodził mokrym nosem po dłoniach Phoenixa.
-Ej, ej, gdzie ten mokry nochal wciskasz?-odsunął psa, żeby to się chłopak nie wystraszył tej wielkiej puchatej kulki futra pełnej szczęścia.-Przepraszam za niego, to taki przytulak, a miał być pies obronny…-zaśmiał się od ucha do ucha, a potem wyciągnął rękę przed siebie, aby pogłaskać Nixa po głowie.-Tak, naprawdę masz faceta.-pacnął go w nosek.-Wiesz, do tego jeszcze co mówiłeś wcześniej, jakoby masz wrażenie, że znamy się już długo…tak to bywa, gdy trafiasz na kogoś tylko swojego.-on wiedział, że było inaczej, ale póki co musiał się trzymać tejże wersji wydarzeń.-Widzisz, warto było czekać.-pokazał Nixowi język, trzymając Maxa, który pchał się z nosem i językiem do dłoni Nixa.-No weź już się uspokój, ty…ty…kudłaczu.-delikatnie pociągnął psa za ucho, ale Maxio nic sobie z tego nie robił.
Musiał niuchać i poznać, koniec kropka!

Léonard zastanawiał się, nad czym to oni jeszcze rozmawiali, zanim poszedł spać? Puścił w końcu Maxa, ale uważał, aby owczarek nie zrobił czegoś głupiego, bo z tym łobuzem to różnie bywało. Jednak Maxio ułożył łeb na łóżku i patrzył tym słodkim, psim spojrzeniem, aby to Nixio go tu uraczył jakimś pieszczotami. A żeby mieć pewność , że tak będzie to go tam łapą zaczepiał i przesuwał jego dłoń na swój pysk. O tu proszę drapać!

-Wyspałeś się chociaż?-Léo patrzył na Nixa, po czym sięgnął po papierosy, schowane w odrzuconych spodniach.-Jadłeś jakieś śniadanie, czy nie?-dopytał, bo coś czuł, że chłopak się nie porządził i siedział głodny.
Zapalił papierosa zapalniczką z herbem rodzinnym. Powoli wypuścił dym z ust.
-Jeśli nie, to powiedz co chcesz zjeść, a ci przygotuję.-powiedział, łapiąc za popielniczkę i kierując się w stronę balkonu.
Złapał za rzucone gdzieś bokserki i naciągnął na tyłek, bo na balkon z gołym tyłkiem wychodzić nie zamierzał. To był widok tylko dla Nixia zarezerwowany!
-O czym jeszcze rozmawialiśmy, przed tym, jak zasnąłem, co?-zapytał, aby móc kontynuować przerwaną z wcześniej rozmowę.

Phoenix Moon
wiek:34 lat/a
wzrost:184 cm
dzielnica:Arts District
mów mi:Sarameda Hakte
Awatar użytkownika
Sportowiec & muzyk
To tu, to tam
Léonard Blanchar
Try me. :>
Life is tough, and things don't always work out well, but we should be brave and go on with our lives.
I to właśnie bardzo Phoenixa zdziwiło, że ten zasnął... zwłaszcza że całkiem niedawno mówił mu, że się wyspał! To jak to w końcu jest panie Blanchar...? Nic zatem dziwnego, że chłopak postanowił zająć się grami, gdyż on spać dłużej nie zamierzał! Był tak pochłonięty aktualnym zajęciem, że aż nie zorientował się, iż Léonard już po jakiejś godzinie nie spał, tylko czekał na odpowiedni moment… by go znienacka zaatakować! Tak go tym ruchem wystraszył, że aż wypuścił z rąk swój telefon, który wplątał się gdzieś w pościeli, a on sam został przygwożdżony za nadgarstki... Cóż go nagle dopadło? Nie żeby takie zagrywki mu się nie podobały, bo owszem było to cholernie podniecające, niemniej kompletnie się tego nie spodziewał! Gorąco mu się z tego wszystkiego zrobiło.

To co usłyszał nie spodobało mu się... nie lubił, gdy ktokolwiek określał go gnojkiem. Po prostu... źle mu się to kojarzyło, w efekcie czego wyraźnie się skrzywił i po jego nietęgiej minie było doskonale widać, jak bardzo go to zdegustowało.
Eej, nie mów tak do mnie! — prychnął marszcząc nosek i patrząc na niego gniewnie. Dał mu jasno do zrozumienia mocno podkreślając, że sobie tego nie życzy, bo jak nie miał nic przeciwko nadawaniu mu rozmaitych ksywek, tak tego konkretnego słowa nie był w stanie zdzierżyć. Pewnie jeszcze znajdzie się takich parę, lecz póki co to było pierwsze, na które tak źle zareagował, jednakże miał ku temu swoje powody i liczył na to, że starszy mężczyzna to zrozumie! Pokazał mu język usłyszawszy kolejną wypowiedź, która padła z jego ust. O nie, tak to nie będzie! Bez walki się nie obejdzie. — A co to za spanie kiedy powiedziałeś mi, że podobno dobrze wypocząłeś, a my mieliśmy pójść i wziąć razem kąpiel…? Co to ma być?! — Moon wyraził swoje niezadowolenie tym faktem i zaczął go przedrzeźniać, a tak zawsze robił, gdy ktoś wytrącił go z równowagi, więc niech teraz mierzy się z jego gniewem! — To trzeba było tak to nie zasypiać... a ja nie przyjmuję żadnych zażaleń. To twoja wina! — wywrócił teatralnie oczami. Był tutaj niesłusznie oskarżany! Był na niego na tyle obrażony w tej chwili, że nawet nie miał ochoty się szamotać i gdziekolwiek uciekać, choć mógł, ale nie widział w tym najmniejszego sensu. Poza tym z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu uwielbiał czuć na swoim ciele jego dotyk, ogółem jego bliskość... i choć był na niego zły i tak przez niego mięknął, co wprawdzie nie było na razie widoczne, niemniej zaraz zapewne się to zmieni. Nie zdążył zaprotestować ani nic powiedzieć i już nic na to poradzić nie mógł, kiedy ten skazał go na łaskotki. Do tego za tak zwaną niewinność co bynajmniej w niczym nie pomogło, w związku z czym foch nadal się utrzymywał, a irytacja jedynie w nim wzrosła. Niestety gdy dotarł do tych czułych punktów, nie był w stanie tego wytrzymać i mimowolnie zaczął się śmiać, choć wcale mu do śmiechu nie było. — U mnie to również pierwszy raz, kiedy wreszcie nie musiałem się mierzyć z tymi okropieństwami. Najwyraźniej oboje jesteśmy dla siebie jakimś antidotum. — rzekł zgodnie z prawdą i pomimo ogromnej obrazy majestatu, nie mógł temu zaprzeczyć ani się powstrzymać, by ująć to tak, a nie inaczej! Sam tego nie rozumiał, ale mimo wkurzenia jego ciało z nim nie współpracowało i jak Léoś ocierał się polikiem o jego własny, albo wykonywał w jego kierunku inne czułe gesty, ulegał im... było mu z nim tak wspaniale! — Yhm... — przytaknął potwierdzająco zarówno na jedną jak i drugą kwestię, jednocześnie okazując, że w dalszym ciągu jest nadąsany. — Słodko się rumienisz! — oczywiście, że zrobił to specjalnie, a jakżeby inaczej! Musiał się jakoś zrewanżować, poza tym ten widok tak go urzekł, że nie mógł tego odpuścić i koniec kropka! Na jego twarzy w międzyczasie ukazał się taki wredny uśmieszek. — Tak, to za tego gnoja, masz za swoje! — oświadczył niby chcąc mu dowalić mocniej, choć po prawdzie już wiedział, że nie będzie mógł się oprzeć i za każdym razem uświadczywszy jego rumieńce i tak będzie tak mu mówił, niezależnie od wszystkiego, co by to nie było! — Yhm... — i znów mruknął, nie widząc potrzeby w rozgadywaniu się tutaj, ani też przy dalszych słowach, które od niego usłyszał zaraz potem.

Intensywnie wpatrywał się w jego poczynania, a jego ciemne tęczówki przeniosły się z jego jakże seksownej i zgrabnej sylwetki prosto na psa, który postanowił się nagle pojawić w pokoju. Jego oczy się zaświeciły, ponieważ uwielbiał zwierzęta, a ten tutaj na żywo był taki puchaty i śliczny! Oj będzie go od dzisiaj niesamowicie rozpieszczał, tego pan prawnik może być pewien! Uśmiechnął się do Maxa po tym jak zaczął wciskać nos w jego dłonie, co było dla niego zachętą do tego, by go zwyczajnie podrapać za uchem, początkowo powoli, by go przypadkiem nie spłoszyć i by oswoił się z jego osobą i zapachem. — E tam, uroczy jest! — machnął ręką na jego przeprosiny; nie musiał tego robić, dla niego to było wręcz na rękę! Sam zresztą zaczął go bardziej tarmosić po sierści i się mocniej w niego wtulać, jak już na to mu rzecz jasna pozwolił. — Fantastycznie! — ucieszył się na potwierdzającą odpowiedź i zaklaskał w dłonie, po czym wrócił do zajmowania się psem. — Hmmm… wydaje mi się, iż coś ukrywasz, ale chwilowo dam temu spokój. Lojalnie cię jednak ostrzegam, później nie ma zmiłuj!pogroził mu palcem i zmrużył charakterystycznie i podejrzliwie oczy. Coś tutaj kręcił, tylko nie miał pojęcia co! Jego nie oszuka. Aczkolwiek dzisiaj wyjątkowo wolał skupić się na czymś innym, co nie oznacza, że nie będzie drążył tego tematu w późniejszym czasie, co zresztą zaznaczył pod koniec zdania. On tam nie narzekał na bycie główną atrakcją dla futrzaka, toteż z przyjemnością wydawał do niego różne dźwięki jakby z nim rozmawiał i głaskał ile wlezie. Zaśmiał się po tym, jak ten mu pokazywał, gdzie konkretnie ma usadowić rękę.
Już ci mówiłem... — to też było celowo; nie znosił się powtarzać, zwłaszcza jak ma wrażenie, że druga strona go nie słucha, w efekcie czego westchnął ciężko, kręcąc z politowaniem głową, a foch z niego nie ustępował... O nie, na dokładkę wyciągnął te śmierdzące fajki i zaczął jedną z nich jarać! To wpędziło Nixa w... prawdziwą furię! — Nie jestem głodny… — burknął od niechcenia, choć faktycznie nic sobie nie wziął, ale nie miał jakoś ochoty na jedzenie. On tu pragnął wspólnej, do tego obiecanej odprężającej kąpieli, a nie!

Łypnął na niego piorunującym spojrzeniem i postanowił wcielić pewien niecny plan w życie. Jak to dobrze, że miał przy sobie pewną recz tak na wszelki wypadek! Musiał tylko znaleźć szlafrok, w kieszeni którego się ona znajduje. A skoro tamten polazł na balkon... on wstał, sam nasunął na tyłek dół od swojej zielonej piżamki i sprytnie potuptał do przedpokoju rozejrzeć się za swoją zgubą. Na szczęście znalazł go rzuconego w nieładzie na schodach, więc szybko go podniósł, wyciągnął co chciał i wrócił z powrotem do sypialni. Wkradł się do niej dosłownie na paluszkach i stanął za plecami Léosia, który akurat stał i strzepywał z tego gówna popiół. Sięgnął do jego ust po to, aby zwinnie zabrać mu znienawidzonego papierosa, wyrzucić za barierkę, pocałować namiętnie z języczkiem i na koniec wcisnąć między jego wargi słodkiego lizaka, który był koloru pomarańczowego o smaku mandarynek, ulubionego Phoenixa.
Nie będzie palenia, a już na pewno nie w mojej obecności! To dla twojego serduszka zbyt śmiercionośne! Jeśli tak trudno ci to rzucić… masz zamiast tego badziewia to. O wiele lepsza alternatywa! — skwitował z głupkowatym uśmiechem, po czym... przylgnął do jego torsu i wtulił się nosem w zgięcie jego szyi, splatając palce na jego plecach i się tak go uczepiając. — No mieliśmy się razem wykąpać, nie pamiętasz...? A ty zamiast tego pierw polazłeś sobie z powrotem spać, a teraz palić... rozumiem tym samym, że chyba tego nie chcesz... nie to nie, idę w takim razie sam do wanny! — syknął nie ukrywając, iż wciąż był na niego zbulwersowany! Ach, tyle sprzecznych emocji naraz, bo z jednej strony miał ochotę go w nieskończoność całować i przytulać, a z drugiej... normalnie udusić! Dźgnął go łokciem między żebra i odsunął się od niego, powoli idąc w kierunku łazienki. Nie spieszył się; chciał przekonać się prędzej, jakiego wyboru dokona pan Blanchar. Czy za nim pójdzie, czy nie...?

Léonard Blanchar
wiek:24 lat/a
wzrost:174 cm
dzielnica:Bel Air
mów mi:Bianka
No, god please no.
Awatar użytkownika
Prawnik/Szef Mafii
Kancelaria Blanchar
Phoenix Moon
Gwałt, bondage, furry, pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, odgrywanie zdrady, czy niszczenia związku, kariery, przesadna brutalność, gdy ktoś odgrywa Mary lub Gary Sue.
Postać to nie ja, pamiętaj o tym.
"Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwić. Są nie do usprawiedliwienia. Po prostu się je robi. A potem o nich zapomina."
Wyspanie się, owszem było tutaj prawdą, jednak mężczyzna był tak rozluźniony i czuł się bezpiecznie przy Phoenixie, że pozwolił sobie na jeszcze odrobinę snu. Szkoda tylko, że ten niedobry łobuz, zamiast go tu przytulić wolał pstrykać w jakąś gierkę na telefonie!

-Bo co?-wgryzł się w szyję Phoenixa, dociskając go do siebie, do swojej klatki piersiowej.-Zamiast mnie tu przytulić, kiedy smacznie spałem, to sobie jakieś grańsko urządzałeś, łobuzie jeden.-ucałował ukochanego w policzek.-A takie spanie, bo się czuję przy tobie bezpieczny i rozluźniony, więc pozwoliłem sobie na odrobinę spania więcej.-wcisnął nos w zgięcie szyi Nixa, kiedy ten nie protestował, nie uciekał.
Korzystał ile wlezie z tego przyjemnego ciepła, jakie biło od ukochanego chłopaka.
-No jak to tak? Zabraniać mi spać?-zostawił mu malinkę na szyi w widocznym miejscu, jako swoistego rodzaju karę.-Wziąłeś mnie całego, więc reklamacji nie przyjmuję, zapamiętaj to sobie cholero jedna.-podobało mu się to, że mógł się tak droczyć z Nixem.

Chłopak był zupełnie inny niż Alex, były Léonarda. Nixio był pełen energii, do tego potrafił mu słownie “oddać”. To, panu prawnikowi podobało się, nawet bardzo, dlatego uśmiechał się cały czas, a i śmiał z tego jak tu zrobiło się wesoło przez Phoenixa Moona.
-Masz cudowny śmiech.-skomentował śmiech ukochanego, kiedy tak zaatakował jego boczki.-O tak, jesteś moim małym antidotum, kochanie.- Nixio został obdarzony kilkoma całusami w policzek i pacnięciem w nosek.-Jesteś cudowny, kiedy jesteś taki nadąsany.-zaśmiał się.-Uroczy, ale to wredna i podłą bestia jest.-wytarmosił psisko za uszy, ale delikatnie.-Wykorzysta każdą okazję do wyłudzania głaskania.-zaśmiał się i pozwolił, aby Max pomęczył troszkę swoją psią osobistością Nixa.

Maxowi, oczywiście, że podobało się drapanie, głaskanie, a już przytulanie to w ogóle. Nic dziwnego, że puchaty ogon poruszał się na wszystkie możliwe kierunki. Wyglądało to tak, jakby zaraz miał się od jego tylnej części urwać. Nic dziwnego, że jak tylko zostali sami, Maxio oparł się łapami o kolana Nixa i jakby nigdy nic zaczął lizać go po twarzy. Ten chłopak był taki fajny!

-Tak, tak.-pomachał z balkonu do Nixa, który bawił się z Maxem na całego.-A widzisz, bo ja jestem.-powiedział rozbawiony.-I mam ochotę na ciebie.-zaśmiał się, obserwując okolicę z balkonu, na który wyszedł chwilę temu.
Zerknął na Maxa, który przytuptał do niego i ułożył się pod jego nogami. Został wydrapany, wygłaskany to mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Natomiast Léonard, skupiony na okolicy nie zwrócił uwagi na Nixa, który to przeprowadził “atak” na jego papierosa. Przez chwilę, nie bardzo wiedział, co powinien zrobić, ale do czasu. Zamiast się zezłościć, pokrzyczeć Nixa zaczął się śmiać.
-Twoja mama miała rację.- wielka dłoń znalazła się na głowie Nixa i pogłaskał go czule.-Ty jesteś niemożliwy łobuziak.-wyjął lizaka z buzi, tylko po to, by namiętnie pocałować Nixa.-Hahaha!-włożył lizaka do buzi, obserwując Phoenixa, kiedy ten tak mówił i stawiał warunki.-Ty nawet nie wiesz, gdzie jest łazienka, głupku.- ruszył za nim, aby stanąć przed nim i po chwili już trzymał Nixa przerzuconego przez ramię.

Poklepał go kilka razy po zgrabnym tyłku i ruszył do łazienki, aby zafundować Nixowi obiecaną kąpiel.

—-----------------------
-I co, zadowolony?-zapytał, siedząc w wannie pełnej piany z kieliszkiem w dłoni.-Spróbuj mi składać zażalenia, że kąpiel nie taka, jak sobie wymarzyłeś, to więcej nie będzie.-upił łyk wina, obserwując siedzącego po drugiej stronie Phoenixa.
Wolną dłonią masował stopę Nixa opartą o jego ramię.
-Jedz mandarynki. Wczoraj kupione.- wskazał dłonią na miseczkę z przygotowanymi, gotowymi do jedzenia mandarynkami i upił kolejny łyk wytrawnego wina.

Phoenix Moon
wiek:34 lat/a
wzrost:184 cm
dzielnica:Arts District
mów mi:Sarameda Hakte
ODPOWIEDZ

Wróć do „229”